Archiwa kategorii: znajdź swoją drogę

Multitasking czyli mit efektywnej wielozadaniowości

????????????????????????????????????????

Świat oszalał! Nie dość że pędzi nie wiadomo po co i nie wiadomo dokąd, to każe nam w dodatku wejść do tej pełnoobrotowej maszyny nie licząc się z naszym samopoczuciem czy chęciami. Dziś nie wystarczy robić dobrze jednej, dwóch a nawet trzech rzeczy. Trzeba umieć wykonywać sto czynności naraz a jednocześnie deklarować „chęć podjęcia nowych wyzwań”.


W porządku, rozumiem że wraz z rozwojem technologi i z nieustającym pędem życia przybywa nam zadań, ale czy faktycznie mamy dźwigać brzemię pędu na własnych barkach kosztem zdrowia psychicznego i mentalnego wyczerpania? Uważam i wiem z własnego doświadczenia, że wykonując dziesięć czynności naraz nie zrobię żadnej do końca, a jeżeli zrobię, to po łebkach i byle jak. Rezultat? Brak efektywności. Brak skuteczności. Stres. Frustracja. 

I choćbym była nie wiadomo jak dobrze zorganizowana i działała wobec określonego planu podzielonego na priorytety, nigdy nie osiągnę 100%-owej skuteczności bo wielozadaniowość jest po prostu jednym wielkim mitem, który każe wymagać robienia rzeczy ponad siły. Jakże powszechne w korporacjach jest przekonanie, że dobry pracownik, to pracownik zarzynający się by firma rosła w siłę.

Okres ostatnich dwóch lat był czasem kiedy często chodziłam na rozmowy rekrutacyjne. Oczywiście odpowiednio przygotowana. Na każdej z nich mówiłam HR-owcom że jestem człowiekiem stworzonym do wielozadaniowości, potrafię ogarnąć mnóstwo rzeczy a poza tym nie lubię nudzić. Czy kłamałam? Oczywiście że tak! Chciałam dostać pracę. I wiecie co? z 10 rozmów o pracę usłyszałam TAK od 7 firm. I bynajmniej nie ze względu na piękne loki czy duże usta. Mówiłam to co chcieli usłyszeć.

social-media-multi-tasking

Nie bez kozery, odpowiadając na potrzeby sfrustrowanych osób, nie potrafiących radzić sobie w teraźniejszości tak wspaniale rozwija się technika uważności zwana Mindfulness. Ona jakby w przeciwieństwie do pędzących Korporasów uświadamia: Stop! Zatrzymaj się. Spójrz. Poczuj. Przeżyj to. Najwięksi nauczyciele Mindfulness przekonują, że multitasking prowadzi do coraz gorszej efektywności w pracy i w życiu bo wyczerpuje na wielu płaszczyznach- stresuje, nie pozwala odpocząć umysłowi a jednocześnie napełnia stałym poczuciem winy, że coś jest wciąż niedokończone. W efekcie nigdy w pełni nie oddajemy się pracy i nigdy w pełni nie wypoczywamy. Mózg w pierwszej jak i w drugiej sytuacji jest nastawiony na zadania i nieprzerwanie myśli. Zamartwianie się to też praca.

Wielu ludzi jest dziś nieszczęśliwych z powodu braku uważności w codziennym życiu, bo bez niej nie widzą piękna w drobnostkach i nie przeżywają świata dokładnie takiego jaki jest. Już dawno przestaliśmy czuć smak zwykłej herbaty i cieszyć się promieniami słońca na wychłodzonej buzi. Myślimy za dużo, planujemy, rozwiązujemy problemy, nawet te które jeszcze nie nadeszły. Traktujemy życie wielozadaniowo przez co tracimy wrażliwość na detale. Widzimy wszystko, lecz nie doświadczamy niczego w pełni. Takie to życie… po łebkach. 

Jak wydostać się z pułapki? Możesz rzucić pracę w korpo. Ale ok. Bez radykalizmów. I bez koktajli Mołotowa proszę. Zacznij od małych rzeczy. Kiedy pracujesz w domu, wyłącz Facebooka i pocztę, Linkedin, Twittera i wszystkie inne rozpraszacze. Wycisz telefon i zamknij drzwi. Skup się tylko na tym co w danej chwili ma dla Ciebie priorytetowe znaczenie. Tak mało a tak wiele. Poświęcając czas i uwagę jedynie tej jednej rzeczy doprowadzisz ją do finału. Jeżeli natomiast zadanie jest długie i skomplikowane podziel je na etapy i załóż w którym momencie etap się skończy, tak byś miał poczucie, że jedna część zadania jest za Tobą, a do kolejnej wrócisz jutro. Tym sposobem wykonasz pracę dobrze i Ty sam będziesz zadowolony.
Zacznij od małych kroków. Pamiętaj, że Twój dom nie musi być korpo.


Zdjęcia:
1.)pinetribe.com
2.)amandakrill.com

Mapa Marzeń

passionate

Mapa marzeń, czy inaczej Mapa Celów, ma ułatwić drogę z punktu A do punktu B. Czyli od pomysłu, do realizacji marzenia. Jest wspaniałym i skutecznym motywatorem, zwłaszcza w sytuacji, gdy nasze mentalne silniki zaleje fala autocenzury lub zwątpienia.


Na pomysł stworzenia Mapy wpadłam kilka tygodni temu, gdy postanowiłam przybić na ścianę ukochany obraz- drogocenny prezent na 29-te urodziny. Ów dzieło sztuki dotychczas mieszkało na krawędzi biurka oparte o centralną ścianę w pokoju. Z racji przeniesienia go na właściwe miejsce, nieznośna pustka nad biurkiem wołała o zamiennik, po czym nastąpił myślowy okrzyk „eureka! tablica korkowa!”

Tablica korkowa- to takie proste. I tanie. I użyteczne.
Stwierdziłam, że skoro będzie znajdować się w miejscu w którym spędzam najwięcej czasu (biurko), będzie mnie motywować do działania. I w ten sposób chcąc nie chcąc stworzyłam sobie Mapę Marzeń – jak zwą ją terapeuci. Choć dla mnie prywatnie nosi nazwę Tablicy Inspiracji.

Aby Tablica mogła spełniać pierwotne zadanie, najpierw musiałam obmyślić plan. Czemu ma służyć? Jakim celom konkretnie? I tak oto stworzyłam priorytety:

  • motywacja
  • inspiracja
  • rozwinięcie wiary w swoje możliwości
  • rozweselanie
  • ukierunkowanie się na cel
  • zorientowanie na proces

W książkach psychologicznych i na stronach internetowych są najróżniejsze wzorce Map Marzeń, które umożliwią Wam stworzenie ich wiernej kopii lub – jeśli wolicie- zaangażujecie się bardziej twórczo w stworzenie ich przy pomocy rysunku lub techniki kolażu. Mapy zazwyczaj poruszają wiele sfer: od miłości, przez pracę na pieniądzach kończąc. Tablica Inspiracji w przeciwieństwie do szerokiego zakresu w Mapie Marzeń, skupia się wyłącznie na jednym elemencie i najważniejszym celu; ma pomóc mi zakasać rękawy bym zaczęła realizować się w tym, co jest moją pasją od dziecka. Już samo działanie służące zrealizowaniu marzenia to cel sam w sobie. Każdy ruch mentalny jest rozwojem, doświadczeniem i otwieraniem się na możliwości Wszechświata. Im więcej się czemuś poświęcamy, tym bardziej przybliżamy się ku spełnieniu.

mapa ma

Co konkretnie zawiera moja Tablica Inspiracji?:

  • najważniejsze komplementy spisane na kartce i wybrane z przekroju życia, na temat tego co robię i moich umiejętności (pomagają zwłaszcza w dni, kiedy nękają mnie osobiste wątpliwości). Komplementy są przypięte w miejscu blisko oczu i łatwo zauważalne.
  • motywujące cytaty, które popychają do przodu i są perłą mądrości i doświadczenia wielkich ludzi. Królują: Mark Twain, Shakti Gawain i Henry David Thoreau.
  • zdjęcia sławnych osób, które osiągnęły sukces w dziedzinie, którą się interesuję.
  • kilka zabawnych obrazków, które wywołują uśmiech, w momencie, gdy moja praca staje się zbyt poważna. Śmiech bywa twórczy- rozluźniamy się a wówczas pomysły wpadają do głowy bezwysiłkowo.

Jestem wzrokowcem, stąd na tablicy tyle kolorów, zdjęć, obrazków i wszystkiego co przykuje uwagę. Stwórz ją sobie na podstawie własnych preferencji. Jeżeli chcesz popracować nad kilkoma obszarami w życiu, potrzebna Ci życiowa równowaga, to faktycznie Mapa Marzeń może być lepszym rozwiązaniem. Jeśli jednak chcesz zapalić silniki konkretnego życiowego aspektu czy marzenia, Tablica Inspiracji będzie wystarczająca. Stwórz ją tak, byś ją pokochał i chciał patrzeć na nią każdego ranka. Jeśli lubisz spokój i porządek, niech będzie w jednolitych barwach; jeśli przemawiają do Ciebie słowa, umieszczaj inspiracje w pisanej formie. Wszystko jest dozwolone bo liczy się efekt końcowy: radosne i pełne wyzwań działanie.

Zdjęcia:
1.) pasterka.blogspot.com
2.) jonssimplelife.blogspot.com

Prokrastynacja- gdzie gubisz swój czas?

TV Nayyar 104902

W najnowszym odcinku Big Bang Theory, paczka przyjaciół nerdów postanawia, że zrobi sobie tzw. scientific retreat, czyli weekend z nauką. W tym celu wysyłają dziewczyny do Vegas, a sami spotykają się w mieszkaniu jednego z nich by wymyślić przełomowy wynalazek. Spisują więc początkowo na kartce mniej lub bardziej błyskotliwe pomysły a potem… płynnie przechodzą do oglądania filmów z lat 80., wyszukują w internecie tańczące pingwiny lub śledzą co ciekawego oferuje Amazon.


Prokrastynacja- inaczej zwlekanie, przekładanie i opóźnianie zrobienia tego co dawno powinniśmy byli zrobić. Cecha ta jest widoczna u ludzi młodych- obecnych 20 i 30-latków. Powoduje ją przytłaczająca ilość wrażeń, bombardująca nas przez środki masowego przekazu, w rezultacie czego stajemy się konsumentami szumu informacyjnego. Widzimy i słyszymy, ale nie wyciągamy z tego żadnych wniosków. Wiadomości jest za dużo, a te ważniejsze nie mają siły przebicia między plotkami o celebrytach a nowinkami ze świata technologii. Poza tym trudno dziś oddzielić fakty od opinii.

bbth

Prokrastynacja jest także charakterystyczna dla ludzi leniwych, hedonistów lub niezmotywowanych, którym umyka cel własnej pracy. Nasi rodzice nie mieli tylu narzędzi do rozrywki. Żyli prosto i według tradycyjnych schematów a przy tym codzienność nie była kolorowa jak dziś. Ich problemem była niedostępność środków, w przeciwieństwie do aktualnego nadmiaru jaki mamy na wyciągnięcie ręki. Żyjemy w czasach możliwości a zachcianki są by je natychmiastowo realizować. Jesteśmy niecierpliwi i pragniemy szybkich efektów. Tymczasem aby coś osiągnąć, potrzebujemy lat. By móc utrzymać się na elastycznym rynku, musimy posiadać otwarty umysł, chęci do zmian, otwartość, odrobinę zdeterminowania i przede wszystkim solidną wytrwałość. Nie wierząc w owoce nauki czy osobistego poświęcenia, bardzo łatwo jest ulec pokusie wymówek, by odłożyć nudne lub trudne zajęcie na później. Wszak okna w sypialni powinny zostać umyte NATYCHMIAST a wszystko inne poczeka.

Na co zwykle marnotrawimy swój cenny czas?

Po pierwsze i co proste do przewidzenia- na internet (głównie Facebook, Youtube, Twitter, Google+, Allegro, portale muzyczne i filmowe).

Po drugie– na gry (RPG, konsole, gry na komórkach, gry on-line a nawet jakże znów popularne planszówki)

Po trzecie– na filmy, książki, komiksy (podpisuję się tu obiema rękoma). Zaawansowani prokrastynaci potrafią nawet jednej nocy przeczytać grubą książkę, lub obejrzeć cały sezon ulubionego serialu!

Po czwarte (i nareszcie zaczynamy się fizycznie ruszać)- na niepotrzebne zakupy, sport, siłownię, sprzątanie mieszkania (nie żartowałam z tymi oknami).

I po piąte– wszystko inne, wszystko co tylko wy sami jesteście w stanie wymyślić, by uniknąć robienia tego, co niewygodne lub dalekie od zabawy.

I dlatego tak ważne jest by robić to, co kochamy. Oczywiście nie unikniemy nauki i poświęceń na drodze do upragnionego celu, ale mając przed sobą wytyczoną drogę z kierunkowskazami, niwelujemy okazje do umysłowego rozproszenia. Koncentracja przybliża do celu, bo skraca czas nauki. I pamiętaj, „…znajdź w sobie pasję, potem zacznij na niej zarabiać i już nigdy nie będziesz musiał pracować”. (cytat ze strony: http://www.michalpasterski.pl).

Zdjęcia:
1.) http://www.tvandfilmreview.com
2.) http://www.bigbangtheory.wikia.com

Ile inwestować? Poradnik dla leni

picturesofmoneyorg

Czy warto inwestować- w to co kochasz, w siebie, marzenia, plany na przyszłość i oczekiwania? Skąd wiadomo, że to nie będzie stratą pieniędzy? Czy ktoś nam zwróci choć złotówkę i poświęcony czas?


Bo przecież nie można robić tego bez końca, gdy nie przynosi wymiernych rezultatów, prawda? Jak więc obiektywnie ocenić gdzie jest granica w przeznaczaniu pieniędzy i czasu na coś na co się uparliśmy?

Wytrwali twierdzą, że nieustanna inwestycja w siebie i pasje musi w którymś momencie przynieść oczekiwane rezultaty, bo „tylko ciężką pracą ludzie się bogacą”. Jakkolwiek głupie powiedzenie to by nie było, to pewnie ma w sobie ziarno prawdy. Chcieć to móc. A móc to przede wszystkim działać aktywnie i z radosnym wysiłkiem na poczet idei, w które wierzymy.

justynapiesiewiczpl

Coach, Michał Pasterski (www.michalpasterski.pl) twierdzi że każdy z nas potrzebuje około 1,5-2 lat na przekwalifikowanie się i zdobycie warsztatu by stać się dobrym w konkretnej dziedzinie. Dla mnie to wersja optymistyczna, choć wcale nie pozbawiona racji bytu. Załóżmy jednak, że jesteśmy nieco bardziej leniwi, niż każdy porządny coach by sobie życzył. Jak daleko warto się posunąć akceptując jednocześnie swój rytm (powolnego) działania?

Większość z nas ma trochę z lenia. Gratuluję tym, którzy tu zaprzeczą, i zazdroszczę bo jako urodzona waga kocham wygodę, luksus i słodkie nicnierobienie. Ale do rzeczy, w co inwestować?

1. Oczywiście we własną stronę w internecie oraz fanpage na Facebooku. Jeżeli istniejesz w social mediach to istniejesz wszędzie a według dzisiejszych statystyk FB jest trzecią potęgą po Chinach i Indiach.

2. Jeżeli masz firmę/stronę/bloga, wykup reklamę na Facebooku. Na to nie potrzebujesz dużo pieniędzy, choć więcej pieniędzy to także większy zasięg. Ale załóżmy, że masz dość ograniczony budżet. Inwestując zaledwie 20-50 zł tygodniowo dotrzesz do grupy około 2.000-10.000 osób. Jeżeli nie zapoznałeś się jeszcze z ofertą Facebook for business, to koniecznie odwiedź tę zakładkę.

businesstravellerpl

3. Zainwestuj w przyjaciół. Innymi słowy opowiedz o tym co robisz i poproś ich o pomoc- o promocję Twojej firmy/strony/bloga. Plotki i wieści przekazywane drogą pantoflową rozchodzą się najszybciej a rekomendacje przyjaciół i znajomych znaczą czasem więcej niż najdrożej wykupiona reklama.

4. Nie bądź łoś- ucz się! Głupio byłoby ciągle być ostatnim w szeregu przez swoją ignorancję, czyż nie? Śledź swój rynek, dokształcaj się. To nie musi pozbawiać cię pieniędzy. Kup kilka książek, odwiedzaj dobre strony w internecie, które pomogą ci zwiększyć wiedzę na temat swojej branży. Internet to również dobre źródło zapoznania się z konkurencją.

5. Zainwestuj w wizerunek. To niestety jedna z droższych działek. Będziesz potrzebować dobrych ubrań, zdjęć, być może będziesz też musiał zapłacić komuś za ulepszenie strony czy loga firmy aby wszystko miało ręce i nogi, czyli by (przynajmniej próbować) stwarzać pozory profesjonalisty.

Tych kilka drobnych porad pomoże Ci się utrzymywać się na stabilnej powierzchni, choć są to inwestycje długofalowe na które trzeba poświęcać czas i parę groszy. Warto jest być na bieżąco we własnej branży by nie ograniczać się do zdobytych pagórków, kiedy przed nosem wyrastają szczyty Himalajów. Bo nie chodzi o to by nie utonąć, a o to by złapać dobrą falę, czego i wam i sobie życzę 🙂

Zdjęcia:
1.) picturesofmoney.org
2.) justynapiesiewicz.pl
3
.) businesstraveller.pl

Nigdy nie jest za późno

100

Masz niekiedy takie dni, gdy zastanawiasz się gdzie jesteś i co dalej? Podobnych myśli doświadczam parę razy do roku. Głównie w sylwestra i w urodziny. Dziś 12 października będę kończyć 29 lat a to świetny powód do zadumy nad życiem i postawieniem sobie ważnego pytania: czy jestem spełniona?


Urodziny zawsze były powodem do głębokiej refleksji i momentem by spojrzeć wstecz- czy posunęłam się naprzód przez rok? Czy popełniam te same błędy; czy potrafię już wyciągać wnioski? I co z realizacją życiowych celów?

Refleksja nie jest niczym niewłaściwym, myślę że od czasu do czasu jest potrzebna każdemu z nas, pod warunkiem że nie będziemy wobec siebie zbyt surowi i krytyczni. Warto jest jednak odrzucić pomysł porównywania się z kimkolwiek. A niestety, na tym polu zawodzę bo mam tendencję by oceniać siebie na zasadzie porównań. Jestem w czymś gorsza od…, jestem w czymś lepsza od… Tak łatwo jest minąć się z obiektywną prawdą. Jak powiedziała Margaret Thatcher, porównywanie się z innymi, odbiera całą radość a ostatecznie do niczego nie prowadzi.

Wyniki refleksji są następujące: rozwinęłam doświadczenie w relacjach partnerskich, chyba mam też większy dystans do siebie będąc w różnego rodzaju relacjach społecznych (przyjacielskich,koleżeńskich, zawodowych). Płynność finansowa jest na dobrym poziomie od ponad pół roku. Spełnienie zawodowe…. – brak. Spełnienie na polu osobistym… jest jeszcze sporo pracy do wykonania. W ogólnym rozrachunku nie wygląda to najgorzej, aczkolwiek jest parę obszarów do pracy. To, że mam prawie 30-tkę jeszcze niczego nie przesądza. Niektórzy wielcy osiągnęli cele będąc w wieku średnim, niektórzy jeszcze później. Niech za przykład posłużą tu: J.K. Rowling, która wydała pierwszy tom o Harrym Potterze w wieku 32 lat. Julia Child, sławna kucharka, która miała swój program kulinarny w amerykańskiej rozpoczęła karierę mając 50 lat. Andrea Bocelli, sławny operowy śpiewak,  zaczął śpiewać w 34 roku życia. Twórca postaci Spidermana, Stan Lee zajął się rysowaniem w wieku 43 lat. Paulo Coelho wydał pierwszą powieść Pielgrzym w 40 roku życia. Winston Churchill natomiast stał się premierem Wielkiej Brytanii po 60-tce, kiedy to wcześniej bezskutecznie próbował osiągnąć jakiekolwiek sukcesy w polityce. Podobne znane postaci można by wymieniać bez liku.

jkrowling-3-fi

Bo właściwie kto miałby wyznaczyć nam datę, że na coś jest już za późno? Granice stawiamy sobie sami; nikt niczego nam nie broni, nikt niczego nam nie nakazuje. Szczęśliwcy, którzy dożyją 80-tki będą rozliczać się jedynie sami przed sobą czy osiągnęli w życiu własne cele.

I to właśnie brak jasności co do życiowego celu powoduje pomieszanie dotyczące własnej spójności. Bardzo czegoś chcemy(sławy, bogactwa, miłości), pragniemy spełnienia ale jednocześnie nie wiemy w którą stronę ruszyć. Wyobraźmy sobie sytuację skoczka narciarskiego. Wie, że musi skoczyć w sposób, który zapewni mu podium. Nie wiedząc jednak gdzie jest jest punkt graniczny pozwalający zwyciężyć lub chociaż dostać się do pierwszej dziesiątki, na nic zda się ładny styl lotu, efektywne odbicie ze skoczni, czy stabilny układ ciała. Trzeba znać cel- wiedzieć gdzie dokładnie i wiedzieć po co. 

churchill

Oczywiście, niektórzy będą chcieli polemizować, twierdząc że pewnych rzeczy można nauczyć się tylko do określonego czasu, inaczej w obecnej sytuacji nauka nie przyniesie właściwych rezultatów (np. gra na pianinie, trenowanie boksu czy zdawanie na studia medyczne w wieku 40 lat). Pytanie jednak brzmi- do czego ma Cię zaprowadzić robienie tego co lubisz? Do sławy? Ma przynieść bogactwo? Stabilność finansową? A może po prostu realizację samego siebie, jako człowieka, który nie marnuje talentu? Pamiętaj, że robienie tego co kochasz nie musi być tożsame z rezultatami, które tu wymieniłam. Wszystko zależy również od czynników zewnętrznych- takich jak spotkanie odpowiednich ludzi na drodze, posiadanie finansów pod mniejsze lub większe inwestycje, dostępność narzędzi do realizacji zadań czy zwykłe szczęście polegające na tym, że znajdujesz się w we właściwym czasie we właściwym miejscu.

PC2

Wychodzę jednak z założenia, że lepiej żałować zainwestowanych sił niż straty czasu. Bo kiedy nadejdzie moment, gdy powiemy sobie, ok zrobiłam/zrobiłem wszystko co było możliwe i w zasięgu mojej ręki, a jednak to, nic nie wyszło, będę przed sobą usprawiedliwiona i spokojna, że nie zmarnowałam życia na niepotrzebne obawy, strach i marnotrawstwo potencjału. Najwyraźniej warunki nie dojrzały. Być może ja nie dojrzałam. Czasami na pewne sytuacje losowe nigdy nie będziemy mieć wpływu.

A więc co trzeba zrobić? Określić cele; znaleźć własne umiejętności, talenty, predyspozycje. Zapytać siebie o marzenia a następnie znaleźć punkt wspólny dla wszystkich tu wymienionych. Jeżeli cele są możliwe bo pokrywają się z umiejętnościami lub są metody na rozwinięcie predyspozycji, masz już prostą drogę przed sobą. Inna rzecz, że to droga długa. Dlatego tak ważne jest by to kochać. Załóż więc dobre buty, zjedz solidny posiłek i idź naprzód. Żałują tylko ci, którzy nigdy nie podjęli wyzwania.

Co jest Twoją misją?

way

Co jest Twoją misją, inaczej powołaniem? Co lubisz robić i do czego czujesz pociąg? Jakie masz talenty i umiejętności? Co jest Twoją dominującą właściwością? Zastanawiasz się nad tym? Bo ja zawsze o tym myślałam, ale nie w sposób praktyczny, który motywowałby do działania; myślałam raczej życzeniowo i przypuszczająco, „co by było, gdyby…”.  Ciekawiło mnie bowiem, jakie znaczenie dla świata miałoby to, że robię to co lubię i do czego mam talent.


A znaczenie miałoby ogromne, nie sądzisz? Wyobraź sobie, że dokładnie w tym momencie swojego życia robisz dokładnie to o czym marzyłeś całe dzieciństwo (pomiń ten punkt, jeśli twoim marzeniem było strzelanie z procy do bezdomnych kotów). To nie musi być twoja praca; to nie musi przynosić dochodów (choć może). Jak się czujesz? Szczęśliwy? Tak. Sądzę, że robiąc to co zawsze w skrytości ducha czuliśmy, bylibyśmy szczęśliwi. I tu mogę zakończyć, bo wszystko inne nie ma tak ogromnego znaczenia. Bo kiedy jesteś szczęśliwy dokładasz solidną cegiełkę wartości dla świata, który potrzebuje ludzi spełnionych. Tacy ludzie budują nowy świat, zmieniają tor wydarzeń lub po prostu dają innym tysiąc innych, pomniejszych właściwości takich jak poczucie bezpieczeństwa, radość, spokój i wiarę w możliwości.

Książka, która wczoraj wpadła mi w ręce zachęciła mnie do tego by pomyśleć- gdzie jestem, co robię, co chcę robić i gdzie chcę dojść. Nieustannie też poruszała temat „życiowej misji”, czyli właśnie owego powołania, które uwypukla życie i czyni je bardziej wartościowym. Coaching, czyli restauracja osobowości, Macieja Bennewicza, jest książką dla ludzi szukających odpowiedzi na powyższe pytania. Autor za cel postawił sobie zaktywizowanie ludzi do działania i podążania własną ścieżką.

bennewicz

Uprzedzę z góry- nie recenzuję książki, nie przeczytałam jej, a ledwie musnęłam kilka fragmentów. Były to jednak fragmenty na tyle mocne i skłaniające do refleksji, by zachęciły mnie do powrotu; więc kiedy skończę to co czytam aktualnie, na pewno będzie pierwszą w kolejce. Skoro ledwie mała jej część, sprawiła że chcę coś zmienić, to zapewne już dziś śmiało mogę ją polecić.

Owy fragment, był historią pewnego polskiego zakonnika, który podróżując po świecie, spowiadał ludzi w ośmiu różnych językach, a każda spowiedź czy rozmowa z nimi sprowadzała się do jednego- że rozmówcy nie czuli się szczęśliwi- minęli się bowiem z tym o czym marzyli przez całe życie. W obawie przed krytyką, przed inwestowaniem w siebie, w obawie przed tym, że nie są dostatecznie dobrzy lub gotowi. Brzmi znajomo? Bo ja się podpisuję pod tym obiema rękoma.

coaching-czyli-restauracja-130_l

Krótki lid pod tytułem, brzmi: „Zawsze jest za pięć dwunasta, aż do chwili kiedy niespodziewanie będzie już pięć po. Teraz jest właśnie za pięć”. A więc jest jeszcze czas. Ten czas nazywa się Teraz. Teraz jest czas na zmianę, Teraz jest czas na działanie, Teraz jest czas na Twoje wspaniałe życie. Chwyćmy więc byka za rogi i uczyńmy go naszym. Co Ty na to? 🙂

Blog Bennewicza: http://www.bennewicz.pl/blog/

Zdjęcia:
1). http://www.customize.org
2). http://www.weekend.gazeta.pl (Maciej Bennewicz)
3). www. merlin.pl

Czasem potrzebna jest przerwa..

1363423911_ciastka

Blog potrzebował przerwy. Podobnie jak ja. To jeden z powodów a także świetne, poprawne politycznie wytłumaczenie. Mam jednak nadzieję, że rozumiecie i nie śpieszycie się z osądem blogera, który pozwolił o sobie zapomnieć. Bloger- lepszy czy gorszy- też człowiek. W dodatku pracujący zawodowo i próbujący zarabiać pieniądze. Czasem więc pewne rzeczy trzeba odłożyć na bok.


A propo pracy i zarobków czy robicie w życiu to, co naprawdę kochacie? A jeśli nie, to co chcielibyście robić? Zaczęłam się nad tym sporo zastanawiać a i niedawno też usłyszałam pytanie- kim chciałabym być? Wiedząc, że moja odpowiedź o treści- wspaniałym i miłosiernym człowiekiem- nie satysfakcjonuje rozmówcy, odparłam po krótkim namyśle, ponownie – bibliotekarką.

-A dlaczegóż to?
-Bo tam jest mnóstwo książek- odparłam
-A wiesz, ile zarabia bibliotekarka?
-1.500?
-Chyba na etacie w Bibliotece Narodowej…

Niestety takie są fakty. Mimo, iż bardzo chcielibyśmy móc coś robić zawodowo, nie składają się ku temu warunki. Albo zarobki są zbyt niskie, a studia zbyt drogie, albo po prostu nie posiadamy odpowiednich predyspozycji, zaprzeczając sławnym słowom, że chcieć to móc.

Niemniej jednak, cudowne jest to, że pracę możemy traktować jedynie jako źródło stałego napływu gotówki, a potrzeby samorozwoju realizować poza pracą. (tu odsyłam do ciekawego tekstu, znajomego blogera http://madeinzen.pl/nie-rob-tego-co-kochasz/ ).

Co zabawne, dziś zbadałam swoje predyspozycje poprzez wykonanie testu w internecie, który składał się z 47 pytań. Najwyraźniej znam siebie na wyrost, bo odpowiedź wynikająca z testu brzmiała, że najlepiej pasujące do mnie zawody to dziedziny związane ze sztuką i bibliotekoznawstwo. A jednak! Polecam Wam zrobienie testu. Nie zajmuje dużo czasu, a przy okazji jest fajnym narzędziem służącym do postawienia sobie kilku ważnych pytań. Poza tym, jest to też ciekawa forma rozrywki na jesienny wieczór 🙂

Test predyspozycji zawodowych: http://www.arealme.com/16types/pl/

Zdjęciewww.3dartistonline.com

New blogging

580bloger

Ludzie blogi piszą. Tak tak. Już nie listy a blogi, których coraz więcej. Blogi: muzyczne, filmowe, książkowe, kulinarne, parentingowe, podróżnicze, modowe, blogi o wszystkim i o niczym. Jedno jest pewne- aby się wybić trzeba mieć charyzmę i pomysł. Lub przynajmniej charyzmę, bo to ona jest w stanie załatwić wszystko- nawet spowodować diametralny wzrost środków na koncie osobistym.


Już kiedyś pisałam o charyzmie a mój nowy post nie będzie powtórzeniem tematu. Zastanawia mnie jednak zjawisko wysypu blogów; pojawiania się w sieci z dnia na dzień coraz większej ilości blogerów- ludzi młodych, ciekawych świata, mających pasje, nietypowe zamiłowania i cięty język. Blogerzy to ludzie odważni i niepoprawni politycznie, którzy niekiedy nadużywają wulgaryzmów i wrzucają w sieć najintymniejsze momenty ze swojego pozornie zwykłego życia. I co tu dużo ukrywać- cieszą się sporą popularnością.

Nie bez powodu poruszam ten temat. Paweł Opydo, znany wielu jako ZombieSamurai opublikował listę najpopularniejszych blogów. Listę świeżą i aktualną. W swoim poście podał pięć stron, które warto znać lub odwiedzić przynajmniej jeden raz, chcąc być na bieżąco w trendach dominujących w blogosferze. Oczywiście blogów jest zapewne milion lub więcej (choć podobno co drugi jest stroną widmo, na której pierwszy post jest również ostatnią publikacją), lecz pieniądze zarabiają jedynie obrotni i mający głowę na swoim miejscu. Inni natomiast szczycą się wymianą barterową i rosnącymi statystykami, co dla mniej ambitnych też jest powodem do dumy.

O czym piszą ludki? Głównie o modzie. Na drugim miejscu są blogi kulinarne, potem podróżnicze, wreszcie szeroko pojęta kultura, głownie recenzje gier, filmów, seriali i książek.
W tych ostatnich rządzi rosnąca subkultura „geeków”. Ludzi specyficznych, zamkniętych w życiu rzeczywistym, dających upust w sieci językiem niekiedy ostrym, wulgarnym oraz wyrazistą opinią.

Podziwiam tych wszystkich, którzy prą do przodu i pobijają własne rekordy. Podziwiam ich za wiarę w spełnienie marzeń i w uparte dążenie do celu. Podziwiam i zazdroszczę charyzmy- tego czegoś co wyróżnia z ich grona innych przeciętniaków i sprawia, że ich słowa nabierają sensownego znaczenia wśród skomputeryzowanego społeczeństwa. Spójrzcie tylko na vlogi- czyli filmową odmianę blogów mających swój dom na youtubie. Któż z was nie zna dziś Abstrachuje, Kisiela czy Lekko Stronniczy. To są ludzie, którzy robią biznes, choć niektórzy po prostu gadają do statycznej kamery.

Z blogami podobnie jak w życiu. Aby coś wygrać trzeba sporo zainwestować. Czas, energię, pieniądze-niekiedy duże- miesięczna reklama na fejsbuku kosztuje około 200-300 zł, własna domena 100-300 zł, kupienie czcionki 40-200 zł, nowy motyw to 30-300 zł… Trzeba mieć zapał, wiarę i pomysł, który każdego dnia nabiera na sile. Ludkowi musi się chcieć; zadziała to jedynie na zasadzie pasji, chęci poświęcenia siebie i cennego czasu. Jak to napisał Kominek w książce Blog. Pisz. Kreuj. ZarabiajBlogowanie to nie tylko pisanie na blogu. To również nieustanne myślenie o nim. 
Wniosek? Pasja i biznes tylko dla wytrwałych…

 

Zdjęcie: http://www.socialmedia.pl

 

Potrzeba wolności

emkrzyk

Coraz więcej młodych ludzi szuka w pracy i na ścieżce kariery nie tylko dużych pieniędzy ale również niezależności.  Łatwo zmieniamy pracę z jednej na drugą,  bo ogranicza wolność i nie pozwala nam się w pełni wyrazić.  A gdy jej nie zmieniamy, to często lądujemy u psychiatry.


Dostaliśmy niedawno, wspólnie z kolegą blogerem, wiadomość na fb od  naszego znajomego- innego blogera, o treści:  „Powiem wam, że wk****a mnie już powoli praca na etacie i trzeba coś wymyślić, by nasze blogi zaczęły zarabiać”.  Często słyszę takie głosy. Niekiedy bardziej zdeterminowane na zmianę, inne mniej. Głosy o potrzebę wolności i niezależności. Jesteśmy młodzi, potencjalnie silni i wytrzymali a jednak tak podatni na stres i obciążenia psychiczne jak nigdy wcześniej. Wychowaliśmy się w latach 80-tych i 90-tych, więc nie obcy jest nam bunt; potrafimy szukać wygody i spełnienia.  I nie ma w tym niczego niewłaściwego; trudno nas dziś zadowolić byle czym i wciąż szukamy złotego runa w bezkresnym lesie konsumpcji. Nie godzimy się na coś co w naszym pojęciu dalekie jest od szczęścia i niezależności. Widząc możliwości świata, oczekujemy więcej niż dekadę temu.

Pracuję na pół etatu i nie wyobrażam sobie pracować na pełen etat. Po prostu szkoda mi życia; moje życie jest zbyt cenne bym mogła tracić je na pracę dla kogoś. Wolę robić inne, ważniejsze rzeczy, chociażby takie jak dostrzeganie każdej wolno upływającej minuty czy cieszenie się słodkim lodem w upalny dzień. Infantylne? Socjologowie przeprowadzili badania na grupie ludzi w hospicjach, pytając ich, czego najbardziej żałują w obecnej chwili. Jedna z najczęściej pojawiających się odpowiedzi brzmiała: „że pracowałem za dużo”. To powinno dać nam do myślenia.

Mam sporo znajomych po 30-stce. Są to osoby dojrzałe emocjonalne, inteligentne i świadome, a jednak wiele z nich leczy się u psychiatrów, bo nie dają rady w pracy, bo nie wytrzymują gonitwy życia, bo nie radzą sobie z napięciem i nieustannym stresem, który każe działać na pełnych obrotach i rodzi trudny do określenia lęk.
Gdyby dziś na moim koncie pojawił się milion, pierwszą rzeczą jaką zrobiłabym jutro, byłoby złożenie wypowiedzenia w pracy. Potem zaczęłabym myśleć, co dalej. Zainwestowałabym w coś, założyła własną firmę, albo w końcu wydała książkę (we własnym wydawnictwie).

Kilka dni temu, gdy tak uskarżałam się koledze, że tego miliona wciąż nie mam, usłyszałam „no to znajdź sobie pracę na pełen etat”. Myślałam, że śnię. Jak można chcieć mieć pracę na pełen etat tylko po to by zarabiać 400 zł więcej? Czy tyle jest warte wasze życie? Bo moje warte jest przeżycia je tak jak chcę. I nieprawda że pieniądze pojawiają się u tych, którzy pracują najwięcej. U tych którzy pracują najwięcej pojawia się co najwyżej śmierć z  przemęczenia, a pieniądze leżą na koncie u tych którzy mają łeb na karku, pomysł na siebie lub po prostu pasję. Życie nie może być aż tak trudne. Pomyślcie tylko, na co bogatym pieniądze skoro byliby faktycznie tak zapracowani?

 

 

Obrazek: E.Munch „Krzyk”

Blogerzy

bloger

Druga lektura o specyfice blogosfery za mną. Czy książka „Blog- Pisz. Kreuj. Zarabiaj” Tomka Tomczyka wniosła coś ciekawego do mojego życia? Na pewno, choć głównie polecam ją tym, którzy już wiedzą jak ugryźć blogosferę i social media.


Dla początkujących, istnym skarbem wiedzy będzie jego wcześniejszy poradnik- „Bloger”. To ona powinna towarzyszyć ci w pierwszej fazie blogowania- gdy zastanawiasz się gdzie założyć bloga, pod jaką nazwą i o czym. A nawet później będzie nieodłącznym elementem twojej zabawy ze stroną, kiedy będziesz chciał na okrągło ją ulepszać. Czyli włączyć w stronę Google Analitycs, stworzyć zakładkę „Współpraca” czy połączyć bloga z kontami na wszelkich możliwych portalach społecznościowych. Możliwości jest mnóstwo i sama jeszcze nie rozpracowałam wszystkich.

W „Blogerze” przeczytasz (ja osobiście mam audiobooka, polecam, fantastyczna sprawa!) jak tworzyć dobre teksty i co świadczy o sile blogerów. Dowiesz się kim jest dobry bloger, jaką powinien mieć mentalność, oraz jakie teksty są jego siłą. Podążając za niektórymi radami dotyczącymi tytułów i lidów, statystyki na moim blogu drastycznie podskakiwały. Wniosek? Tomczyk zna się na rzeczy!

„Blog- Pisz. Kreuj. Zarabiaj” jest natomiast dla tych trochę większych i starszych dzieciaków, co to blogosferę mają w małym palcu. Dowiesz się z niej, jak zarabiać, czym jest dobry marketing i jak wyceniać samego siebie. Motywem przewodnim i hasłem, które co rusz rzuca się w oczy na kartach książki jest „Ceń się i bierz pieniądze!”. Brzmi materialistycznie, prawda? Jednakże Kominek bardzo wyraźnie powtarza- bycie blogerem to nie tylko styl życia, to również praca, za którą należą się uczciwe pieniądze. W Polsce jest kilka tysięcy regularnie aktualizowanych blogów, jednak duże pieniądze zarabia tylko piątka z nich, kilkunastu dostaje natomiast niewielkie kwoty. Jak się czujesz z tą informacją? Tu nasuwa się pytanie- dlaczego piszesz? Dla pieniędzy? Dla poczytności? Dla sławy? Jeżeli z którychś z powyższych powodów, rzuć to! Bloga najpierw tworzy się dla siebie, dla własnej przyjemności przelewania myśli na wirtualny papier. Potem dopiero przychodzi wszystko inne, z dobrym promowaniem marki włącznie.

Wnioski? Jeżeli prowadzisz stronę do roku czasu, „Bloger” jest pozycją obowiązkową, która pomoże ci wykreować wizerunek i pozwoli uniknąć najgorszych błędów popełnianych przez sztab młodych adeptów krainy zwanej blogosferą. A gdy już zbudujesz sobie społeczność a statystyki będziesz miał na stabilnie wysokim poziomie, weź do ręki drugą książkę Tomczyka. Jak jesteś niecierpliwy, czytaj dwie książki równolegle, czemu nie. Grunt to mieć pomysł na siebie i umiejętności zastosowania pożytecznych rad u siebie na blogu.

Inspirującej lektury zatem i samych dobrych tekstów!