Archiwa tagu: cele życiowe

A gdyby tak przekroczyć linię horyzontu?

inde


Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata

-Pewnego dnia straciłem wiarę w to, że Europa to pępek świata- ciągnął Sergio.- To był zwykły dzień, taki sam jak inne. Byłem nauczycielem, miałem więc pewną pracę, dom, narzeczoną…
Zdecydowałem, że muszę to wszystko zostawić, przelecieć wielką wodę i znaleźć się tu, w Ameryce Południowej. Zacząłem podróżować i uczyć się, musiałem otworzyć umysł, przemyśleć o co mi w życiu chodzi, czego chcę i po co. Dlaczego? Chciałem poznać, a może dopiero odkryć inny świat. (…)
To tu zdałem sobie sprawę, że w plecaku mam same niepotrzebne rzeczy. Naprawdę nie potrzeba sześciu koszul czy czterech par spodni, aby żyć. Trzeba zwalczyć w sobie uzależnienie polegające na ciągłej konieczności zaspokajania pozornych potrzeb. Widziałem głód, ale także radość ludzi. Coś nie do pomyślenia w naszej dzisiejszej Europie, gdzie panuje chciwość, oszustwo i zawiść. Wyciągi z konta, wielkie samochody, znane marki, urządzenia elektroniczne przytłaczają nas i powodują w efekcie smutek, choć po powrocie z pracy nasz stół ugina się od przysmaków. Zrozumiałem, że tam, gdzie ludzie nie mają nic, myślą o tym jak przeżyć, jak iść do przodu. Tam, gdzie jest wszystko, ludzie narzekają, bo zawsze jest im za mało.

W czasie mojej podróży spotkałem wiele osób, które uświadomiły mi, że życie mija zbyt szybko, by warto było tracić czas na pracę tylko po to, aby dotrzymać kroku innym, by nie mieć mniej. Pracować, aby kupić dom, samochód, superciuchy.(…) 
Tutaj przekonałem się, że Europa jest zimna, bo ludzie nie są blisko siebie. Nie wymieniamy uścisków ani uśmiechów. A gdy ktoś spojrzy na nas w metrze, uciekamy wzrokiem. Pracujemy bez większej ochoty, bo zawsze znajdzie się się jakiś szef czy kolega z pracy, który działa nam na nerwy tak bardzo, że jej nienawidzimy… Wracamy do domu wykończeni. To chwila, by zjeść kolację i powiedzieć swojej połowie jak bardzo jesteśmy wkurzeni z powodu tego gościa z pracy, którego nienawidzimy, no i z powodu korków, w których tkwiliśmy przez ponad godzinę. Ale było warto, nadal mamy pracę, dzięki której kupimy nowy telewizor z płaskim ekranem, czterdzieści dwa cale, w którym idealnie widać, że książę Monako nadal jest kawalerem a Ricky Martin powiedział, że jest gejem.”

Życiowa misja

To fragment książki nieżyjącego już Kacpra Godyckiego-Ćwirko, Sprzedaj lodówke i jedź dookoła świata. Przeczytałam ją w trzy dni i wciąż nie mogę wyjść z podziwu. Bo Kacper w zasadzie zrobił, to co zawiera się w krótkim i zabawnym tytule- porzucił pozornie bezpieczny, korporacyjny świat i wyruszył ze swoją misją odkrywcy i pasjonata poznać inny świat. Ten bliższy natury i prawdy. Postawił wszystko na jedną kartę- kolejne akapity udowadniają, że nie wybierał taryfy ulgowej. Wtapiał się w tłum, by do cna poznać kulturę i tradycję mieszkańców, nie raz zbliżał się do krawędzi zdrowia i choroby; poznawał, smakował, żył z całą (niekiedy bolesną) intensywnością.

Parę razy zastanawiałam się czy będąc na jego miejscu, a jednak znając datę swojej śmierci, również żyłabym tak intensywnie? Czy nie przystopowałabym, aby odciążyć nie do końca wydolny organizm aby posłużył mi na dłuższe lata? Myślę, że to retoryczne pytanie zadaje sobie niejeden szaraczek tkwiąc na miękkiej kanapie, kiedy w górach ginie kolejny himalaista. Po co to robić, skoro to niebezpieczne? A no właśnie… A po co żyć? Pytanie jak chcemy, by wyglądało nasze życie. Prosto, zwyczajnie, schematycznie, dzień za dniem? Czy raczej intensywnie w całej jego różnorodności, choć z potencjalnymi niebezpieczeństwami? Tu, każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Wszak różnimy się- mamy inne charaktery, cechuje nas inna wytrzymałość lęki i marzenia.

Żyj jak w filmie

Zupełnie niedawno natknęłam się na książkę, której tytułu nie pamiętam, nie jest to jednak teraz istotne; w każdym razie, autor przyrównał życie człowieka do filmu. Każdy żyje innym filmem i według innego scenariusza. Wyobraź sobie, że w wieku siedemdziesięciu czy osiemdziesięciu lat mógłbyś dostać taśmę z nagraniem z własnego życia. Co zobaczysz? Nudny tasiemiec, po którym śpi się jak dziecko, czy może przygodowy film akcji, w którym jesteś dobrym, nietuzinkowym bohaterem spełniającym swe najgłębiej ukryte w sercu pasje? Kim chcesz być? jak chcesz żyć? Kto jest Twoim bohaterem? I najważniejsze pytanie- dlaczego nie być nim samym dla siebie…?

Czytałam wiele książek podróżniczych, ale historia podróży Kacpra jest inna. Zawiera w sobie  wiele przemyśleń na temat tego dokąd zmierzamy, po co nam posiadanie i co zrobić z czasem który pozostał. A zwykle myślimy, że jest go sporo. Tu, życie pokazało, że zawsze mamy mniej czasu niż sądzimy, więc nie odkładajmy życia na później. Później może nigdy nie nadejść…

sprzed


Zdjęcia:
1). www.driverabroad.com
2). ksiazki.wp.pl

Niech koniec będzie początkiem

Boimy się wszystkich końców. Końca wolności, ostatniego dnia w starej pracy, przeprowadzki, końca związku, końca bycia singlem, studentem, kobietą bez zobowiązań lub kobietą zobowiązaną. Dlaczego tak bardzo boimy się momentów granicznych i tego co zwiastuje metaforyczną śmierć?

sunrise-photography


Śmierć na zakręcie

Zmiana jest śmiercią w sensie metaforycznym, symbolizującym utratę czegoś cennego lub znanego, swojskiego i bezpiecznego. Każdy z nas boi się śmierci z jednego prostego powodu- nie wiemy co będzie dalej. A gdybyśmy wiedzieli? To czy nadal kierowałby nami strach?

Ekstrawertycy mniej boją się wielkich zmian, introwertycy bardziej, jednak strach jest wspólny dla każdej jednostki niezależnie od uwarunkowań psychicznych. Zmiana jest jednym wielkim zakrętem. Za nim możemy spotkać wspaniałą otwartą przestrzeń z nowymi możliwościami, nieznaną, pociągającą drogę lub wielkie drzewo, którego nie sposób będzie wyminąć przy zawrotnej prędkości. Możemy wygrać, możemy przegrać…

Wygrana kontra przegrana

Przegrana jednak jest zawsze tylko pozorna, bo nie sposób przegrać na zmianie. Nawet jeśli postawiliśmy wszystko na czarnego konia ze złamaną nogą, to wciąż jesteśmy wygrani na wielu poziomach. Wygraliśmy odwagę, doświadczenie, ekscytację i poznanie nowego.

Półtora roku temu zdecydowałam się zostawić wszystko co miałam i wyjechać za granicę- do Norwegii, całkowicie sama. W Polsce został chłopak, przyjaciele, język, znane miejsca i wszelkie poczucie bezpieczeństwa. Rzuciłam pracę, ulokowałam całą energie i oszczędności w Skandynawii i po kilku miesiącach wróciłam do kraju złamana wpół. Lecz tylko chwilowo, wszak każdy wielki przełom zaczyna się od złamania psychicznego kręgosłupa a potem jest nieznana i trudna droga pod górę. Im ciemniej i niebezpieczniej, tym radośniejszy będzie wschód słońca.

Zupełnie niedawno przeglądając wywiady z ciekawymi ludźmi na youtube, natknęłam się na rozmowę z Marią Peszek. W wywiadzie opowiedziała pytającemu, co oznacza zacząć żyć na nowo(cyt.):
„(…) Przychodzi taki moment w życiu, kiedy zdajesz sobie sprawę, że jesteś głeboko nieszcześliwy. U mnie to byly dość dramatyczne okoliczności- zapaść, zakręt życiowy, gdzie jedynym wyjściem było uciec, przestać żyć. Wtedy zadałam sobie pytanie, ale tak naprawdę dlaczego tak jest i od czego zależy i kiedy odpowiedź była jedna, że zależy ode mnie, to wtedy wszystko się odwróciło. (…) Zalamanie bylo bardzo nieprzyjemnym przeżyciem (…) ale to fantastyczna rzecz; katastrofa, która zmienila Marię Peszek na zawsze. Załamanie zmienia patrzenie na świat.”

Kwestia patrzenia

A więc boimy się zmian i końców, bo nie wiemy jak je przeżywać, w jaki sposób ich doświadczać. Najlepszym rozwiązaniem jest akceptacja każdego końca, każdej nadchodzącej zmiany w sposób spokojny i świadomy. Zmianę trzeba poczuć, przyznać się do niej, podziękować staremu, za to czym było i jak nas wykarmiło, dać sobie czas na zasymilowanie się w nowej sytuacji i otwarcie ramion na to co nadchodzi. Oby bez rzucania się w wir zapomnienia, bo nie o to chodzi. Aby wycisnąć przeszłe doświadczenie do cna, trzeba dać sobie czas i być wdzięcznym za wszystko, za każdą cenną naukę.

Przeżywając w ten sposób każdy koniec, śmierć, rozłąkę czy nadchodzącą niepewną sytuację, staniemy się silniejsi bo bardziej świadomi tego co jest. To my decydujemy czym jest zmiana i jaka będzie. A zaczyna się od nastawienia i pełnej akceptacji.


Zdjęcie: www.mrwallpaper.com
Cytat  z: „20 metrów kwadratowych łukasza”: https://www.youtube.com/watch?v=2oNKrlPkVGE

Pod prąd

Przechodząc osiem lat temu na wegetarianizm, słyszałam wiele niepochlebnych opinii i powodów, dla których nie powinnam tego robić: „dostaniesz anemii”, „wylądujesz w szpitalu”, „zginiesz marnie”. Minęło osiem lat. Nigdy nie miałam anemii, nie przetaczali mi krwi, żyję i mam się dobrze. Ten post nie jest o tym jak przejść na dietę roślinną, ale o tym jak żyć w zgodzie ze swoimi wartościami, które czasem wymagają od nas pójścia pod prąd i sprzeciwienia się społecznie przyjętemu konwenansowi. pod


Często w życiu doświadczałam uczucia, że jestem inna. Nie dlatego, że ubierałam się dziwnie czy miałam różowe włosy. Zwykle wyglądałam normalnie. Inności dodawał mi fakt wyznawania wartości, które nie są powszechne wśród społeczeństwa. Czasem nawet są zaprzeczeniem, tego co większość Polaków uznaje za dobre, właściwe czy konieczne. Sytuacje i miejsca, w których spotykamy ludzi, wyznających wartości odmienne do naszych mogą powodować pogłębienie przepaści a nawet zwątpienie. „Czy dobrze robię?”, „Czy aby się nie mylę?”, „Może powinnam zrobić to, co reszta?”.

Doświadczam tych uczuć często w miejscu pracy- korporacji która wychowuje konsumpcyjne społeczeństwo nastawione na powielanie schematów. Zaręczyny, głośny ślub z setką gości, kredyt hipoteczny, dziecko, skromny awans w przyszłości. Ja podziękuję. Wysiadam, choć jest trudno, bo pociąg jedzie z zawrotną szybkością. Oczekiwania innych i brak zaufania do siebie, mogą spowodować, że zawrócimy z własnej drogi i zaczniemy żyć czyimiś wymaganiami. Skutek? Frustracja, brak kontroli własnego życia i ogólne poczucie niespełnienia. Najtrudniej jest odpowiadać ludziom na pytania, na które (ich zdaniem) jest tylko jedna dobra odpowiedź. „Dlaczego nie weźmiecie ślubu?”- słyszę wciąż od życzliwych znajomych; lub u lekarzy: „Dlaczego pani jeszcze nie rodziła?”. Równie dobrze to ja mogłabym zapytać: „Masz 35 lat. Dlaczego jeszcze nie spełniłeś swojego życiowego marzenia?”. Ale po co. Każdy niech żyje własnymi kryteriami a osądzanie i wymaganie pozostawi samemu sobie i tylko w stosunku do swojej osoby.

Aby iść pod prąd trzeba przede wszystkim znać swoje wartości. Zrobić ich hierarchię i odświeżać co pół roku. Słuchać intuicji i mieć do niej zaufanie. Znać własne cele, mieć świadomość jakich emocji chcemy w życiu doświadczać i sprawdzać swoje potrzeby. Bez tych filarów będziemy jak puszek na wietrze, targany nieswoimi pomysłami na życie. Bez miłości do samego siebie też się nie obejdzie. Tylko kochając siebie (zajrzyj tu: https://eemocjonalnaa.wordpress.com/2015/04/13/100-powodow-dla-ktorych-warto-kochac-siebie/ ), jesteśmy w stanie autentycznie zaufać sobie na wielu poziomach i być swoim mądrym przewodnikiem.

Pamiętaj- niezależnie od tego kim jesteś i co czujesz, masz prawo być sobą. Wegetarianinem, innowiercą, ateistą, singlem, bezdzietnym, buntownikiem, podróżnikiem, grubasem, chudzielcem i marzycielem. Kimkolwiek. Bądź sobą, bo tylko tak nie zawiedziesz najważniejszej osoby w twoim życiu- siebie. Cała reszta nie ma znaczenia. Każdy ma inne powołanie i inną misję do wykonania. Odetnij więc społeczną pępowinę i daj sobie prawo być tym, kim jesteś, z wartościami które wyznajesz. Aprobata innych jest jedynie chwilową dumą, która niczego nie przyniesie w dłuższej perspektywie czasu. Pójście pod prąd będzie wymagało wzięcia całkowitej odpowiedzialności za własne życie. Wszak tak łatwo zwalać na kraj, system, społeczeństwo czy tradycyjny model wychowania. Dobra wiadomość jest taka, że mamy wybór. Zawsze mamy wybór. Niech zatem będzie świadomy i z kierunkiem na szczęście. A jeżeli nadal bardzo pragniemy aprobaty innych, otaczajmy się tymi, którzy sprzyjają naszym decyzjom, jakiekolwiek by one nie były.


Zdjęcie: fishki.pl

Zaprogramowani

Zastanawiałeś się kiedyś co otrzymałeś od swojej rodziny? Na pewno więcej niż myślisz. Oprócz dobrego wykształcenia i opieki, zostałeś ponadto wyposażony we wzorce zachowań, które prawdopodobnie powielasz bardziej lub mniej świadomie. Jedne mogą przynosić Ci korzyści, inne wręcz przeciwnie- mogą ograniczać i wywoływać wiele niepotrzebnych lęków.

rodzina


Znaczenie rodziny

Czym dla Ciebie jest rodzina?
Sacrum? Stabilnością? Dobrym czy złym wspomnieniem?

Warto zatrzymać się nad tym prostym pytaniem i przyjrzeć się własnemu wnętrzu, by zobaczyć jakie uczucia pojawiają się na myśl o największej z ludzkich instytucji- rodzinie. Jeżeli uczucia są dobre, to prawdopodobnie miałeś szczęśliwe dzieciństwo i zostałeś wychowany w duchu ciepła, szacunku i poczucia bezpieczeństwa. Jeżeli natomiast czujesz niepokój na myśl o dzieciństwie, warto zadać sobie kilka pytań- co nie zagrało? czym zostałem zraniony? co muszę wybaczyć?

Niezależnie od uczuć pojawiających na wspomnienie dzieciństwa, jedno jest pewne. Jesteśmy zaprogramowani na życie w dość określony sposób. Zaprogramowani mechanicznie przez obserwację rodziców, a także przez system wartości zaaplikowany do mentalnego krwiobiegu, który był systemem wartości bardziej naszych opiekunów niż nas samych. To oznacza, że wchodzimy w dorosłość z pakietem obaw, oczekiwań, nadziei, wiary ale także określoną samooceną, mniejszą lub większą szansą na sukces zawodowy czy nawet miłosny. Wszystkie bowiem aktualne przekonania na temat życia, społeczeństwa, rodziny, pracy i miłości wzięły się z domu. Z tego co reprezentowała matka jako kobieta i ojciec jako mężczyzna. Jeżeli długo wychowywałeś się z rodziną pod jednym dachem tym mocniejsze i trudniejsze do wyplenienia są schematy myślowe, które wydają Ci się być własne, a jednak wyrośnięte na glebie obserwacji najważniejszych ludzi w Twoim początkowym okresie życia.

Świadomość

Dobra wiadomość jest taka, że zmienić można wszystko.
Każdy wzorzec i każdy utrudniający życie nawyk. Zmiana jednak zawsze zaczyna się od świadomości, więc w pierwszej kolejności należy zadać sobie kilka podstawowych pytań:

  • Jakie dobre wartości przekazali mi rodzice? Które z nich pomagają mi w życiu i czynią mnie szczęśliwym?
  • Jakie uprzedzenia przekazali mi rodzice? Które z nich mi nie służą? Które z nich mnie hamują i wywołują lęki?
  • Jakich cech rodzice mi nie przekazali, a które chciałbym posiadać? Jacy ludzie dysponują cechami, które mi imponują? Jakie wartości są dla mnie cenne a w domu były nieobecne? Kto owe wartości uznaje? Od kogo mogę się uczyć? Kogo mogę obserwować?

Odpowiedzi definiują kim jesteśmy i pokazują dlaczego wybieramy takie a nie inne drogi, relacje i związki (czasem „na przekór” sobie). Drogą do wolności jest świadomy wybór tych cech i wartości, które autentycznie nam służą, oraz odrzucenie lub próba modyfikacji cech szkodliwych i ograniczających. Jako osoby dorosłe, żyjące na własny rachunek możemy świadomie budować życie o jakim marzymy bez względu na system wartości wpajany nam w domu.

Zmiana programu

Czasami wystarczy świadoma zmiana nawyków, w innym wypadku potrzebne będzie całkowite i natychmiastowe przecięcie pępowiny- czyli wyprowadzka, uniezależnienie się, pójście w kierunku przeciwnym do rodzicielskich zamierzeń. Niekiedy będzie to konieczność wybaczenia rodzicom za zaaplikowanie nam niskiej samooceny czy braku wiary we własne możliwości. Czasem będzie potrzeba pójścia w świat bez telefonu na który mama mogłaby zadzwonić, i życie własnym życiem. Osiągnięcie celów, spełnienie marzeń. Dopiero wtedy silniejsi i doświadczeni własnym życiem, nauczeni na własnych błędach i porażkach, nakarmieni osobistymi sukcesami możemy powrócić i podziękować za wszystko co otrzymaliśmy w dzieciństwie.


Ćwiczenie zaczerpnięte z książki „Miłość toksyczna. Miłość dojrzała. Coaching relacji”. Maciej Bennewicz.

Zdjęcie: wiadomosci.wp.pl

W życiu chodzi o to, by być dobrym człowiekiem

Stop. Zatrzymaj się na chwilę. Pomyśl. Co zrobiłeś dziś dla innych? Cokolwiek.
Niezależnie od wyznawanych wartości, priorytetów i drogi, którą podążamy, w życiu chodzi tylko o jedno- by być dobrym człowiekiem.

toge


Tak niewiele a tak wiele.
Tak trudno niekiedy być dobrym choćby w drobnych sytuacjach.
Dlaczego? Bo to wymaga zapomnienia o swoim wielkim i ciężkim ego.

Przypomnij sobie, kiedy ostatnio zrobiłeś coś dla drugiego człowieka. Masz to?
Więc zastanów się- czy byłaby w tym jakakolwiek chęć zysku czy drobna myśl o sobie? Nie. Zapewne doświadczałeś jedynie radości i totalności. Połączenia z drugim człowiekiem i światem. Prawda jest taka, że im częściej koncentrujemy się na sobie, tym więcej problemów generujemy we własnym życiu. Zaczynamy poruszać się w  ograniczonej przestrzeni złożonej z „ja”, „moje”, „chcę”, „nie chcę”, „żądam”. W opozycji do tego stoi świat otwarty, tętniący życiem i jednością wszystkich poruszających się w nich istot.

Nikt nie wymaga od Ciebie wielkich rzeczy; nie musisz zapisywać się do wolontariatu, ani jechać z misją pokojową na tereny ogarnięte konfliktem. Wystarczy, że uśmiechniesz się do zmęczonej pani z warzywniaka, albo dasz spokój partnerowi, gdy ten chce obejrzeć mecz z piwem w ręku.

Tak niewiele dla FC Barcelony,
a tak wiele dla Twojego partnera.

Kocham samotność.
A jednak to w chwilach dzielenia czasu z innymi pojawiały się momenty największej błogości.
W filmie opartym na prawdziwej historii, „Into the wild”, główny bohater będąc na Alasce w opuszczonym wanie, drżącą ręką u kresu życia zapisuje ostatnie słowa: happiness only real, when shared. 

A tym bardziej drogocenny i prawdziwy jest to czas, gdy dzielimy go własnym nadmiarem, czyli tym co najlepsze. Neurozy dobrze jest schować między kartki pamiętnika, a przyjaciołom zasponsorować wspólny, szczery śmiech, który zbliża i powiększa apetyt na życie.

mccandless-magic-bus-8[6]

Niektórzy z nas niczym Chris McCandless muszą wyruszyć w życiową pielgrzymkę, by odnaleźć sens zapisanych przez niego słów. Niekiedy potrzebujemy też odbyć wewnętrzną podróż, by zbliżyć się do siebie a stamtąd dawać innym. Istnieje jednak też prostszy sposób, by zbudować chęć dzielenia się tym co najlepsze. Polega na zadaniu sobie dwóch pytań:

Jak zapamiętają mnie inni?
Gdybym wiedział,że widzę tych ludzi po raz ostatni w życiu, co bym zrobił?

Rozśmiesz kogoś, podaruj uśmiech, zrób herbatę, nakarm bezdomnego psa. Masz pasję? Zastanów się jak możesz ją wykorzystać dla pożytku innych.

Gdybyśmy byli świadomi upływającego czasu to już dziś chwycilibyśmy za telefon by przeprosić, podziękować, powiedzieć kocham. Skończylibyśmy grać. A przede wszystkim porzucilibyśmy pomysł, że świat sprzysiągł się przeciw nam. Tym łatwiej jest w to wierzyć im bardziej się od niego oddzielamy by nikogo do siebie nie dopuścić. Ale skrusz chociaż jedną cegłę, wpuść trochę światła w życie i obserwuj co się wydarzy.

Twardowski mawiał, „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”.
Zawsze jest ktoś kto pragnie miłości.
Kogo dziś pokochałeś?


Zdjęcia (źródło):
1.leloveimage.blogspot.com
2. www.amusingplanet.com

Piękni 30-letni (?)

Kim są dzisiejsi 30-latkowie? Co osiągnęli i jakie stawiają sobie zadania? Czy różnią się od 30-latków, jakimi byli nasi rodzice?

prison


Pokolenie obecnych 30-latków, to ludzie z rocznika 83, 84 a teraz także i 85 (ja sama). Zaczęłam ostatnio obserwować rówieśników, podpytując co robią, kim i z kim są, jak układa im się życie. Czasami nawet nie muszę pytać, wystarczy obserwować ich aktywność na facebooku i uważnie słuchać, by wyłapać to co między słowami i kolejnymi przechwałkami.

A więc kim jesteśmy?

Niestety przykro to przyznać, ale my 30-latkowie jesteśmy pokoleniem telemarketerów. Ludzi z potencjałem, pracujących na umowę o dzieło, umowę zlecenie czy niekończącą się umowę na czas próbny lub określony. Jesteśmy ludźmi o otwartych umysłach i szerokich horyzontach; ludźmi którzy uczą się szybko, bo tego wymaga od nas życie. Jednakże pomimo ogromu pięknych właściwości większość z nas wciąż nie wykorzystuje szans, które kiedyś się skończą. Boimy się wielkich wyzwań i podjęcia trudu, toteż często zaczynamy jako telemarketerzy i na tym stanowisku kończymy. Nie twierdzę też, że nie zdarzają się przypadki ambitnych osób. Zdarzają się i owszem! Wszak Golden line i Linkedin pękają w szwach od menegerów i CEO, lecz i tym nieobce są lęki i uniki, choć może na nieco innym polu niż zawodowym.

Zatem czego się boimy?

Skoro już upieramy się, że jesteśmy otwarci na zmiany i ambitni na tyle, by skakać po szczeblach kariery, to kosztem czego? 30-latkowie, którzy odnoszą sukcesy zawodowe częstokroć są osobami przerażeni wizją stabilności i zastoju. Są to więc niekiedy osoby bezdzietne, bez rodzin, bez stałych partnerów. A jeżeli partnerów mają, to boże broń, by coś im obiecywali, w myśl zasady, że są zbyt „wolni” by ich ujarzmić.

Osoby, które w wieku 26 lat i wyżej zdecydowały się założyć rodziny, są to zwykle osoby w wychowane w tradycyjnym domu, u rodziców na etacie. To są właśnie ci przerażeni zdobyciem tego o czym marzyli, więc pocieszają się wizją sielskiego domku i stałej umowy o pracę. Wszak ta daje możliwość wzięcia kredytu hipotecznego, a gdy już się go ma, to nie w głowie wielkie zmiany i podróże dookoła świata.

families

Zbyt proste?

Myślicie, że stosuję czarno białą kliszę ocen? Być może jesteśmy pokoleniem czarno- białym? Albo kredyt-rodzina-spokój, albo kariera-partnerstwo bez zobowiązań?

Piszę o tym, co widzę, a widzę że przynajmniej setkę znajomych z facebooka mogę właśnie w jednej z owych kategorii umieścić. Kilka moich znajomych z liceum i podstawówki robi zawrotną karierę. Na pytanie o życie osobiste, milkną lub odpowiadają, że nie ma o czym mówić. Wielu z nich wychowało się w bogatych domach; są dziećmi rodziców, którzy wzbogacili się na kapitalizmie i otwartym rynku. Są nauczeni by inwestować w siebie; bywają rozpieszczeni hojnością domu, toteż teraz pewni siebie biorą co chcą, lecz niekoniecznie chcą dawać- zwłaszcza na polu uczuciowym.

Z kolei inni wciąż każą mi oglądać swoje pociechy na tablicy facebooka, informując jednocześnie: „Agnieszka K. i Tomasz Z. zaręczyli się”, lub „Anna J. i Krzysztof F. są w zwiazku małżeńśkim”. Co robią, poza braniem ślubów i rodzeniem dzieci? A no nic szczególnego. Takie tam- nauczycielka po filologii, on w jakiejś dużej firmie budowlanej jako inżynier, stała posada, kredyt we frankach, są śliczne dzieci więc jest dobrze.

Wolni 30-letni

Nieodzowną cechą nas, 30-latków jest umiłowanie wolności o której trąbimy na lewo i prawo. Jesteśmy pokoleniem spuścizny solidarności i walki o wolność. Więc musimy być wolni. Jesteśmy wolni. Jesteśmy zbyt wolni: na kredyt we frankach i zbyt wolni by brać ślub. Jesteśmy zbyt wolni by pracować w korpo i zbyt wolni by pracować na etat, przeto zachwycamy się comiesięcznym przelewem od rodziców, lub stałą pożyczką od przyjaciół, co by nie jeść suchego chleba. Lub, jeśli mamy szczęście i zdolność kredytową, bierzemy kredyt pod inwestycję, która pada w ciągu czterech lat. Jesteśmy zbyt wolni by jadać w sieciówkach i zbyt wolni by wracać na studia i poświęcać czas na to by zmienić swoją teraźniejszość, która ma kluczowy wpływ na przyszłość. Jesteśmy tacy wolni!

Wolność jest cudowną przykrywką lęku. Boimy się zaangażowania i boimy się zamkniętych furtek, które przecież otwierają inne. Wszak wolność mieszka w umyśle a to oznacza, że wolnym można być wszędzie i z każdym. Pytanie tylko, czy samemu damy sobie do tego prawo, czy zrzucimy je na karb zewnętrznych warunków. Jedno jest pewne- trzydziestolatkowie sprzed dwudziestu i trzydziestu lat byli bardziej zaangażowani w życie, przeto i w związki. Mieli bardziej spójny system wartości, który nawet jeśli ulegał zmianie to dlatego, że wymagały tego warunki. My 30-latkowie również jesteśmy elastyczni, a jakże. Może nawet za bardzo. Świat wymaga od nas elastyczności na każdym polu, toteż elastycznie traktujemy życie pozbywając się własnego systemu wartości. A jeżeli go mamy, to bywa niespójny i daleki od prawdziwego życia. Nazywamy go wówczas idealizmem.


Zdjęcia:
1. madworldnews.com
2. www.leicesterpsychotherapyandcounselling.co.uk

Moment graniczny

Pieniądze są doskonałą wymówką by odkładać życie na później. Bo podróże są za drogie, podobnie jak kurs montażu czy koncert światowej sławy muzyka. I tak żyjemy niepełnie, po łebkach i na pół gwizdka aż do momentu krytycznego w życiu, który nagle uzmysławia, że albo teraz albo nigdy-zaczniemy nareszcie żyć.

parachute-jump-wallpaper


Moment krytyczny

Moment krytyczny, lub inaczej moment graniczny w życiu człowieka, jak nazywają go psychologowie, to sytuacja zagrożenia, która wymaga od nas całkowitego przewartościowania świata i poglądów. Większość z nas doświadczyło już takiej chwili, lub jest dopiero przed nią. Może nią być śmierć bliskiej osoby, rozwód, utrata pieniędzy lub zdrowia czy poważna choroba. Może nią być również wydarzenie lżejszej wagi, choć dla przeżywającego o wiele bardziej znaczące.

Co to oznacza? 

W chwili totalnego zagrożenia i przesytu lęków i obaw mogą wydarzyć się dwie rzeczy. Albo staniemy się ich ofiarą i zaleje nas fala smutku i depresji, albo wykrzesamy z siebie właściwości wojownika i zaczniemy walczyć o życie, przestrzeń, wolność i marzenia. Jeżeli wygra drugie, to zaczniemy nareszcie brać los we własne ręce. Tak oto w najtrudniejszych życiowo sytuacjach zdajemy sobie nagle sprawę, że nikt nie może nam pomóc, a jedynie my sami. Widzimy, że posiadamy wszystkie narzędzia by pomóc sobie i że jeżeli nie będziemy przyjaciółmi dla siebie, to inni też nie będą. Tak więc po doświadczeniu momentu granicznego wracamy na studia, podejmujemy nową pracę, lub wręcz przeciwnie- rzucamy tą która głęboko nas unieszczęśliwiała. Wyruszamy w podróż, tą zewnętrzną jak i mentalną by odkryć prawdę o sobie.

Przed i po

Próbujemy nowych rzeczy, przekraczamy własne granice i wychodzimy naprzeciw światu, który przedtem wydawał się mieć ostre zęby. Wybieramy oszczędności z konta i zaczynamy robić wszystko czego chcieliśmy, choć zawsze odkładaliśmy na później. Dobrym przykładem są tu ludzie, którzy pokonali raka. Sama znałam jeden taki przykład- kobietę przed chorobą i kobietę po chorobie. Po pokonaniu raka życie nabrało na intensywności, w myśl zasady, że jutro może nie nadejść. Wszak rak, nawet pokonany jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Prawdopodobieństwo nawrotu choroby jest większe niż się przypuszcza a jak rak wraca to z impetem atakując cały organizm a nie tylko jeden wybrany organ.

Życie pełną piersią

Po trudnych doświadczeniach dostrzegamy, że pieniądze nie są przeszkodą by żyć pełniej i nigdy nie były. Bo prawdziwe życie wydarza się w teraźniejszości a my decydujemy o sposobie jego przeżywania. Każda chwila jest jedyna i wyjątkowa, bo nikt nam jej nie zwróci. Przestajemy liczyć się z opinią świata i dbamy o autentyczność względem siebie, wiedząc że w ostateczności tylko przed samymi sobą będziemy się rozliczać. To jak przeżywamy świat jest po części nawykiem, genetycznymi predyspozycjami czy skutkami wychowania ale ostatnie słowo zawsze należy do nas. To my podejmujemy decyzję, czy żyjemy najlepiej jak potrafimy i na przekór przeciwnościom, które w konsekwencji zmiany toku myślenia mogą stać się najlepszymi przyjaciółmi. To my decydujemy czy jesteśmy szczęśliwi. A nie warunki. I nie pieniądze.

Trudno to zrozumieć, kiedy w życiu nie wydarzyło się coś, co by nami potrząsnęło. Co zaskakujące, niektórzy właśnie takiej terapii szokowej potrzebują po to, by odrzucić wszelkie koncepcje i pomysły na temat życia, doświadczenia i marzeń. Nie ma żadnej przeszkody by spełniać marzenia i nie ma żadnych granic w ludzkim życiu. Największą przeszkodą może być jedynie zamknięty i przestraszony umysł. Wszak, „jest on jak spadochron. Nie działa gdy jest zamknięty”.


Zdjęcie: www.youwall.com

Jak być nie-idealnym?

Kiedy ostatnio pozwoliłeś sobie być dokładnie taki jaki jesteś- nie aspirując do bycia ideałem? Perfekcjonizm jest zmorą naszych czasów. Zjada dobre myślenie o sobie i nie pozwala zakończyć projektów, w czasie kiedy warunki pokazują, że czas odpuścić.

0192_9da1


Perfekcjonizm

Bo w gruncie rzeczy perfekcjonizm to niemożność odpuszczenia. Jak napisała w jednej z książek Julia Cameron, to odmowa by pójść dalej. Przez własne pomysły i oczekiwania na temat tego, jak rzeczy mają wyglądać, podejmujemy się mnóstwa projektów lecz ich nie kończymy. Nie wywiązujemy się ze zleceń i obietnic nawet przed samymi sobą, bo nie pozwalamy sobie w pewnym momencie powiedzieć „ok, to jest takie jakie jest”. A przecież to klucz do tego, by zamknąć wciąż uchylone drzwi przez które ucieka nasza energia. Perfekcjoniści poprawiają każdy szczegół, myślą tak długo nad pomysłem, aż ten stanie się doskonały. Są przy tym sfrustrowani i wiecznie wyczerpani. Bo jak tu się nie zmęczyć, gdy wciąż trzeba być pierwszym?

Co by było gdyby…

Gdybyś był dokładnie taki jaki jesteś i robił rzeczy najlepiej jak potrafisz? Uwaga! Robić rzeczy najlepiej, nie oznacza być wciąż na podium. Nie oznacza być idealnym. Nie znaczy, posiadać najgenialniejszych pomysłów. Chodzi o wykonywanie zadań w sposób dostępny- przy obecnych warunkach i zasobach. Wszak nie napiszesz epopei narodowej, gdy przysypiasz i nie będziesz konkurował z wielką firmą, zakładając dwuosobową spółkę mając ograniczone środki. Więc, zapytam inaczej: co by było gdybyś nareszcie mógł cieszyć się tym co robisz, nie wymagając od siebie brawurowych wyników? Co byś dzisiaj zrobił, gdyby to nie musiało być idealne? Weź kartkę, długopis i pisz co przyjdzie Ci do głowy. Ja zapisałam 15 czynności, które chcę spróbować. A na zapisanie dałam sobie minutę. Co by było przy dwóch?

Perfekcjonizm to odmowa, by pójść dalej”.
Julia Cameron

Prawda co do perfekcjonizmu jest taka, że mamy głęboko zakorzenione poczucie niższości, które przyjmuje mniej lub bardziej znany głos w umyśle, „jesteś do niczego”. Przy tak srogiej i destrukcyjnej krytyce, każdy impulsywny wojownik wyciąga broń i tarczę. Szlifuje umiejętności do granic wyczerpania, pracuje ponad siły i zarzyna swój psychiczny dobrostan, aby udowodnić, że jest kimś. Mało tego, że jest kimś. Jest numerem jeden.

Perfekcjonizm jako lęk przed błędami

Kiedy odpuszczasz, to pojawia się naturalne odprężenie. Pomysły same wypływają na powierzchnię. Łatwiej nawiązujesz relacje z ludźmi. Pozwalasz sobie być człowiekiem, dzięki czemu inni widzą w Tobie zwykłą osobę, która jak każda popełnia błędy. Obawa przed błędami wynika z niedojrzałości i niezrozumienia, że zarówno błędy jak i wygrane są częścią życia. Każda nauka i doświadczenie wypływają po części z wcześniej popełnionych pomyłek i poniesionych porażek. Sukcesy nie są domeną ułożonych perfekcjonistów lecz ludzi doświadczonych. A tym właśnie są porażki- doświadczeniem i nieuniknionymi krokami na drodze do każdego celu.
I jeszcze jedno. Jeżeli na chwilę porzucisz pomysł, by to co robisz było doskonałe, takie właśnie będzie. Powstanie spontanicznie i bezwysiłkowo jak wszystko co najlepsze w życiu.


Zdjęcie: ocalsiebie.pl

Do góry nogami

Szczęście. Najbardziej deficytowy produkt na świecie, którego nie można kupić za pieniądze. Dla każdego będzie czymś innym, w zależności od warunków w których żyje, priorytetów i właściwości w umyśle. Ludzie silni psychicznie mają największą szansę stać się szczęśliwymi z jednego prostego powodu: dokonują takiego wyboru. 

happiness-wallpapers_34664_1920x1200


Definicja szczęścia

Chyba nikogo z Was nie muszę przekonywać, że szczęście nie mieszka w pieniądzach, pięknym, nowoczesnym mieszkaniu czy szybkim samochodzie. Nie zaszyło się w drewnianej chacie w wysokich górach ani w błyszczącej satynowej sukience na wyprzedaży. Szczęście to nasz osobisty wybór. Można je odczuwać w „chudych” czasach, podczas duszącego kaszlu i mrozu, który ścina policzki gdy czekamy na opóźniony autobus.

Za poczucie szczęścia mogą odpowiadać geny.Jeżeli mamy dwójkę radosnych rodziców, jest większe prawdopodobieństwo, że my też będziemy mieli podobne właściwości postrzegania szklanki do połowy pełnej. Jeżeli tylko jeden rodzic jest taki, prawdopodobieństwo maleje, choć wciąż jest obecne. Nie ulega jednak wątpliwości, że im bardziej gonimy króliczka, tym bardziej on wymyka się nam z rąk. Na tym polega ludzki dramat- gonimy za czymś co jest już w nas obecne, co może być naszym wyborem i mocnym postanowieniem. Tylko ten wygra, kto będzie pomnażał radość poprzez dzielenie się, a przykrości potraktuje jako cenne lekcje, z których wyniesie odpowiednie wnioski.

Optymiści kontra pesymiści

Pamiętacie dowcip o dwóch braciach, którzy mięli dostać na gwiazdkę kucyka? Jeden z nich był niepoprawnym optymistą, drugi wręcz przeciwnie, bał się wszystkiego i ciągle narzekał. Rodziców stać było tylko na jednego kuca, kupili go więc pesymiście; drugiemu zaś wyłożyli cały pokój w końskim łajnie. Pod wieczór, poszli zobaczyć jak ich dzieci się mają. Gdy weszli do pokoju pesymisty,ujrzeli syna skulonego w kącie, zalewającego się łzami.
-Czemu płaczesz synu? Przecież tak jak prosiłeś, dostałeś kucyka.
-Płaczę, bo kucyk pewnie niedługo umrze. Kucyki nie żyją długo, to straszne– i znów zalał się łzami.
Rodzice zamknęli drzwi i poszli do pokoju drugiego syna. Otworzyli drzwi, skąd buchnął nieprzyjemny fetor i zobaczyli uśmiechniętego syna, odgarniającego łopatą końskie łajno. Zdziwieni zapytali:
-Co robisz synu?
-Szukam konika! Tyle dobrych znaków! Na pewno gdzieś tu jest konik!

I na tym polega szczęście- na byciu niepoprawnym optymistą, na wyciąganiu wniosków z trudnych lekcji i nieprzerwanym truchcie we własnym kierunku mimo nieprzyjemnych wiatrów, które przecież uczą nas większej wytrwałości niż flauta.

Własna droga

Żeby było śmieszniej, rzeczy i zjawiska za którymi gonimy często odciągają nas od sedna szczęścia. Wręcz stają się naszymi katami i oprawcami poczucia radości. Szukamy pracy,a gdy ją znajdujemy, żyjemy w stresie, duże pieniądze napełniają nas gorączką pożądania, a podczas wymarzonej wycieczki śmiertelnie się nudzimy, marudząc że nie tak miało być. Ja w zeszłym roku goniłam za pracą, a gdy już dostałam dobrą i dobrze płatną, pojawiły się nowe rzeczy o które musiałam się martwić: target do zrealizowania, zadowolenie przełożonych i przedłużenie umowy zawartej na czas określony. Dopiero przez ostatnie dwa tygodnie urlopu, poczułam się autentycznie szczęśliwa. Odprężona, wyciszona, zalewając się łzami ze śmiechu, robiąc to co lubię i spędzając czas z tymi, których kocham. Więc po co cała ta gonitwa? Czy życie nie mogłoby być proste na co dzień? Niemieckie przysłowie mówi: „kupuj, zbuduj dom, zapłać podatki i umrzyj”. Czy jest zatem możliwe wydostanie się z matni? A jeśli w tych trudnych czasach konsumpcji, nie istnieje inne wyjście niż dołączenie do gromady wesołych gadżeciarzy, pracusiów i karierowiczów? To pozostaje jedynie bycie sobą pośród nich nawet jeśli będzie to oznaczać bycie przysłowiową czarną owcą. Załóż więc starą koszulę, zamiast wina wysącz zbyt głośno gazowaną yerbę, połóż się na plecach i popatrz w gwiazdy. A gdy któraś spadnie, życz wszystkim nieprzemijającego szczęścia.


Zdjęcie: vividlife.me
Film: kilka ujęć z filmu „Into the wild” (reż. Sean Penn)

Znaczenie bliskości

Nadchodzą święta. Pomijając znaczenie komercyjne i marketingowe, jest to czas, który spędzamy z najbliższymi. Niektórzy z poczucia powinności, inni z miłości i posiadania głębokiej świadomości upływającego czasu.


familyy

Nie jestem katoliczką, ale zacytuję księdza Twardowskiego, „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Święta obchodzę w sposób kulturowy- by tradycji stała się zadość. By móc spędzić więcej czasu z rodziną, móc ofiarować im kilka drobiazgów i to co najcenniejsze- własną uwagę i bliskość.

Bliskość a milczenie

Relacje z innymi są dla mnie tak samo ważne, co trudne. Dla osób introwertycznych, z natury zamkniętych i małomównych nawiązywanie czy utrzymywanie istniejących już relacji jest trudne. Niestety, aby związki międzyludzkie mogły się utrzymywać, ludzie potrzebują słów. Czasami ich nadmiaru, co przeradza się w czczą paplaninę bez wartości. Kilkoma zdaniami w stylu „co słychać?”, podtrzymują jako takie więzi. Sądzę jednak, że prawdziwa przyjaźń i bliskość rodzą się poza słowami. Gdzieś między jednym a drugim dotykiem, między wierszami, w dobrej myśli i życzeniach wszystkiego co najpiękniejsze drugiej osobie.

Kilka dni temu, spotkałam przypadkiem znajomego, którego nie widziałam około miesiąca. W ciągu minuty zostałam zasypana pytaniami, „co słychać?; jak życie?; co w pracy?; jak finanse?; kariera?”. Z racji mej powściągliwości w używaniu słów, kolega poświęcił mi nie więcej niż dwie minuty uwagi, nie dając mi szansy na rozwinięcie myśli, a sama obecność mu nie wystarczyła. Milczenie krępuje. Milczenie zbliża tylko podobnych sobie lub bliskich przyjaciół. Umiejętność milczenia ze sobą świadczy o dojrzałej relacji dwójki osób.

Dajcie sobie czas

Dlatego doceniam okres świąt. Mogę wówczas być z tymi, którzy akceptują mnie taką jaka jestem, czasami mniej lub bardziej, lecz w ogólnym rozrachunku po prostu cieszą się,że jestem. Ze wzajemnością. Po prostu dajemy sobie bezcenny prezent- czas. Wiele osób narzeka na rodziny, mówiąc że wychodzi się z nią najlepiej na zdjęciu. Ja mam wspaniałą rodzinę, co nie zmienia też faktu, że nauczyłam się doceniać jej znaczenie wraz z wiekiem. Relacje z bliskimi uległy diametralnej zmianie w momencie wyprowadzki z rodzinnego domu. Oto nagle, niektóre zachowania i decyzje bliskich stały się zrozumiałe- wynikały z miłości i głębokiej troski, a mój bunt z nieumiejętności dostrzeżenia tego faktu.

„Miłość jest pierwszym z powodów, dla których wszechświat istnieje.
Po co martwić się o pozostałe?”
Krzysztof Pieczyński

Myślę, że gdybyśmy byli prawdziwie świadomi nietrwałości i upływającego czasu nie tracilibyśmy go na niepotrzebne kłótnie, sprzeczki czy trudne rozmowy. Cieszylibyśmy się swoją obecnością, dając z siebie, co mamy. Patrzylibyśmy sobie w oczy, oglądali wspólnie telewizję, czy jedli kolację w milczeniu i ciepłej, wzajemnej obecności. Bez oczekiwań, bez obaw, akceptując wzajemnie cały pakiet nawyków i przywar, życząc w duchu wszelkiego szczęścia tym paru osobom przy dużym stole. Czyż nie na tym polega miłość?


Zdjęcie: antontang.deviantart.com
Cytat:Krzysztof Pieczyński w „Sto snów jednej nocy”