Bądź swoim mędrcem

4590057-list-milosny-900-602

Trudno jest nam czasem przyjmować rady od bliższych czy dalszych znajomych. Niekiedy jesteśmy zbyt dumni nawet na to, by potraktować poważnie dobre pomysły własnych mentorów. Dlaczego więc samemu sobie nie poradzić?


Jesteś swoim jedynym mistrzem.
Któż inny miałby nim być?
Budda

Jako, że jesteśmy jednostką kompletną, zdolną do posługiwania się w mądry sposób inteligencją umysłową i emocjonalną, mamy prawo i możliwość być swym własnym mędrcem i mistrzem. Jak to zrobić?

Po pierwsze, wsłuchaj się w siebie.
Po drugie, napisz do siebie list.

Tak. Do siebie samego. W książce traktującej o samorozwoju znalazłam motywujące narzędzie służące do rozwinięcia chęci, by spełniać się w chwili obecnej. Narzędzie polega na podróży w czasie. Konkretniej- do przyszłości.

Wyobraź sobie, że jesteś 80-latkiem i zobacz siebie tak szczegółowo, jak tylko potrafisz. Odpowiedz na pytania, najlepiej w formie pisemnej: jaki jesteś? Co robisz w życiu? Co robiłeś do tej pory? Jak przeżyłeś życie zbliżając się do jego kresu? Co robiłeś w wieku lat 40-stu a co w wieku 50 lat? Opisz to ze szczegółami- gdzie mieszkasz, z kim, jak potoczyło się Twoje życie zawodowe i miłosne, czy podróżowałeś, czy spełniałeś swoje marzenia? Wyobraź to sobie dokładnie i poczuj się tym, kogo właśnie sobie wyobrażasz.

A teraz napisz do siebie list jako 80-letnia osoba. Przestrzeż się przed niektórymi rzeczami, udziel sobie najlepszych rad, zobacz swoje błędy które mógłbyś popełnić i daj sobie wskazówki jak pójść właściwą drogą.

Zabawne? Głupie? Zapewniam Cię, że nie, jeśli będziesz wobec siebie szczery. Stwórz siebie takiego jakim chciałbyś być w wieku 80 lat i zobacz drogę, która zaprowadzi Cię do celu. Poradź sobie, które pasje warto rozwijać, co jest ostatecznie ważne i gdzie warto inwestować energię. Nikt nie zna nas lepiej niż my sami- włącznie ze słabościami, zaletami i tysiącem subtelnych właściwości, które składają się na naszą osobę. Szczere porady pomogą Ci wyznaczyć priorytety i cele a także wskażą popełniane błędy i nakierują na właściwy tor. Żeby wiedzieć jak dość co celu, trzeba go znać. Zobaczyć cel, przeżyć go, utożsamić się z nim. Kiedy już to zrobisz, dopiero wtedy zajmij się drogą.


 

Zdjęcie: m.dziennik.pl

Multitasking czyli mit efektywnej wielozadaniowości

????????????????????????????????????????

Świat oszalał! Nie dość że pędzi nie wiadomo po co i nie wiadomo dokąd, to każe nam w dodatku wejść do tej pełnoobrotowej maszyny nie licząc się z naszym samopoczuciem czy chęciami. Dziś nie wystarczy robić dobrze jednej, dwóch a nawet trzech rzeczy. Trzeba umieć wykonywać sto czynności naraz a jednocześnie deklarować „chęć podjęcia nowych wyzwań”.


W porządku, rozumiem że wraz z rozwojem technologi i z nieustającym pędem życia przybywa nam zadań, ale czy faktycznie mamy dźwigać brzemię pędu na własnych barkach kosztem zdrowia psychicznego i mentalnego wyczerpania? Uważam i wiem z własnego doświadczenia, że wykonując dziesięć czynności naraz nie zrobię żadnej do końca, a jeżeli zrobię, to po łebkach i byle jak. Rezultat? Brak efektywności. Brak skuteczności. Stres. Frustracja. 

I choćbym była nie wiadomo jak dobrze zorganizowana i działała wobec określonego planu podzielonego na priorytety, nigdy nie osiągnę 100%-owej skuteczności bo wielozadaniowość jest po prostu jednym wielkim mitem, który każe wymagać robienia rzeczy ponad siły. Jakże powszechne w korporacjach jest przekonanie, że dobry pracownik, to pracownik zarzynający się by firma rosła w siłę.

Okres ostatnich dwóch lat był czasem kiedy często chodziłam na rozmowy rekrutacyjne. Oczywiście odpowiednio przygotowana. Na każdej z nich mówiłam HR-owcom że jestem człowiekiem stworzonym do wielozadaniowości, potrafię ogarnąć mnóstwo rzeczy a poza tym nie lubię nudzić. Czy kłamałam? Oczywiście że tak! Chciałam dostać pracę. I wiecie co? z 10 rozmów o pracę usłyszałam TAK od 7 firm. I bynajmniej nie ze względu na piękne loki czy duże usta. Mówiłam to co chcieli usłyszeć.

social-media-multi-tasking

Nie bez kozery, odpowiadając na potrzeby sfrustrowanych osób, nie potrafiących radzić sobie w teraźniejszości tak wspaniale rozwija się technika uważności zwana Mindfulness. Ona jakby w przeciwieństwie do pędzących Korporasów uświadamia: Stop! Zatrzymaj się. Spójrz. Poczuj. Przeżyj to. Najwięksi nauczyciele Mindfulness przekonują, że multitasking prowadzi do coraz gorszej efektywności w pracy i w życiu bo wyczerpuje na wielu płaszczyznach- stresuje, nie pozwala odpocząć umysłowi a jednocześnie napełnia stałym poczuciem winy, że coś jest wciąż niedokończone. W efekcie nigdy w pełni nie oddajemy się pracy i nigdy w pełni nie wypoczywamy. Mózg w pierwszej jak i w drugiej sytuacji jest nastawiony na zadania i nieprzerwanie myśli. Zamartwianie się to też praca.

Wielu ludzi jest dziś nieszczęśliwych z powodu braku uważności w codziennym życiu, bo bez niej nie widzą piękna w drobnostkach i nie przeżywają świata dokładnie takiego jaki jest. Już dawno przestaliśmy czuć smak zwykłej herbaty i cieszyć się promieniami słońca na wychłodzonej buzi. Myślimy za dużo, planujemy, rozwiązujemy problemy, nawet te które jeszcze nie nadeszły. Traktujemy życie wielozadaniowo przez co tracimy wrażliwość na detale. Widzimy wszystko, lecz nie doświadczamy niczego w pełni. Takie to życie… po łebkach. 

Jak wydostać się z pułapki? Możesz rzucić pracę w korpo. Ale ok. Bez radykalizmów. I bez koktajli Mołotowa proszę. Zacznij od małych rzeczy. Kiedy pracujesz w domu, wyłącz Facebooka i pocztę, Linkedin, Twittera i wszystkie inne rozpraszacze. Wycisz telefon i zamknij drzwi. Skup się tylko na tym co w danej chwili ma dla Ciebie priorytetowe znaczenie. Tak mało a tak wiele. Poświęcając czas i uwagę jedynie tej jednej rzeczy doprowadzisz ją do finału. Jeżeli natomiast zadanie jest długie i skomplikowane podziel je na etapy i załóż w którym momencie etap się skończy, tak byś miał poczucie, że jedna część zadania jest za Tobą, a do kolejnej wrócisz jutro. Tym sposobem wykonasz pracę dobrze i Ty sam będziesz zadowolony.
Zacznij od małych kroków. Pamiętaj, że Twój dom nie musi być korpo.


Zdjęcia:
1.)pinetribe.com
2.)amandakrill.com

Po co nam samotność?

vint

Samotność ma dziś negatywne znaczenie. Kojarzy się z nudą i brakiem wyboru. Czujemy się samotni, bo świat o nas zapomniał. Ale czy na pewno termin ten jest jedynie złem koniecznym?


W dzisiejszym poście chciałabym poruszyć kwestię samotności, lecz nie frustrującej i prowadzącej do wyobcowania a tej potrzebnej i na którą decydujemy się sami czyli moment spotkania z wewnętrznym ja. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam czas poświęcany jedynie własnej osobie. Dostrzegamy wówczas rzeczy, których nie widzieliśmy wcześniej, odpowiedzi na trudne pytania wypływają z intuicji. Poznajemy siebie i uczymy się przyjaźni. Tej głębokiej i najważniejszej na świecie- przyjaźni z sobą samym.

Nic tak nigdy nie oddala od wewnętrznego ja jak strach przed ciszą. Nieustannie włączony telewizor, radio, telefony od znajomych, spotkanie za spotkaniem mają na celu zagłuszyć samotność, czyli konieczność spojrzenia w lustro.

Wiecie dlaczego trudno jest być ze sobą? Bo oto nagle odkrywamy prawdziwe marzenia i powołanie. Widzimy swoje cechy- te lepsze jak i te którymi nie chcemy się chwalić. Ale najgorsza dla człowieka jest nuda, bo rodzi ciszę a cisza przynosi monolog myśli. Monolog myśli natomiast jest naszym odbiciem- pragnieniami i potrzebami. A nuda jest nam potrzebna, bo rodzi konieczność wydobycia z wnętrza kreatywności, przymus stworzenia sobie świata w którym dzieją się interesujące rzeczy, nawet, jeśli nie ma obok nikogo.

„Naucz się docierać do ciszy
w swoim wnętrzu i pamiętać, że
wszystko w życiu ma swój cel.”
E. Kubler-Ross

Myślę, że prawdziwa droga do pokochania siebie tkwi w umiejętności bycia w związku ze sobą. I nie chodzi tu tylko o momenty kiedy wracamy po pracy do domu, ukochany wyjechał, a wszyscy znajomi są zajęci. Chodzi mi o zadbanie o własny rozwój, komfort i potrzeby. O przełamanie lęku by pójść gdzieś samemu. O zjedzenie obiadu w swoim towarzystwie. I o pójście na długi spacer, by spotkać prawdziwe życie, którego byśmy nie zauważyli gdyby towarzyszka czy towarzysz spaceru mówili o brzydkiej pogodzie.

Jest czas, który poświęcasz przyjaciołom. Są noce i romantyczne wieczory dla partnera. Weekendy dla rodziców i rodzeństwa. A gdzie Ty jesteś? Aby znać swoje priorytety i marzenia, wiedzieć gdzie jesteś i po co, musisz umieć być ze sobą. W ciszy. W skupieniu. Na dobre i na złe. W końcu nigdy z nikim nie będziemy bliżej i dłużej.


Zadanie na dziś:

Wybierz się do wybranej przez siebie knajpki na obiad lub ciasto. Nie spiesz się i nie stresuj, że inni komentują Twoją samotność. Nikt Cię nie ocenia. Ludzie zwykle zajęci są własnym życiem. Pobądź ze sobą i ciesz się obecnością wspaniałego człowieka w Tobie tak jak najlepszego przyjaciela nie widzianego od lat. Po prostu bądź i wiedz że nareszcie możesz być sobą, bez masek.

Zdjęcie:
adore-vintage.blogspot.com

Mapa Marzeń

passionate

Mapa marzeń, czy inaczej Mapa Celów, ma ułatwić drogę z punktu A do punktu B. Czyli od pomysłu, do realizacji marzenia. Jest wspaniałym i skutecznym motywatorem, zwłaszcza w sytuacji, gdy nasze mentalne silniki zaleje fala autocenzury lub zwątpienia.


Na pomysł stworzenia Mapy wpadłam kilka tygodni temu, gdy postanowiłam przybić na ścianę ukochany obraz- drogocenny prezent na 29-te urodziny. Ów dzieło sztuki dotychczas mieszkało na krawędzi biurka oparte o centralną ścianę w pokoju. Z racji przeniesienia go na właściwe miejsce, nieznośna pustka nad biurkiem wołała o zamiennik, po czym nastąpił myślowy okrzyk „eureka! tablica korkowa!”

Tablica korkowa- to takie proste. I tanie. I użyteczne.
Stwierdziłam, że skoro będzie znajdować się w miejscu w którym spędzam najwięcej czasu (biurko), będzie mnie motywować do działania. I w ten sposób chcąc nie chcąc stworzyłam sobie Mapę Marzeń – jak zwą ją terapeuci. Choć dla mnie prywatnie nosi nazwę Tablicy Inspiracji.

Aby Tablica mogła spełniać pierwotne zadanie, najpierw musiałam obmyślić plan. Czemu ma służyć? Jakim celom konkretnie? I tak oto stworzyłam priorytety:

  • motywacja
  • inspiracja
  • rozwinięcie wiary w swoje możliwości
  • rozweselanie
  • ukierunkowanie się na cel
  • zorientowanie na proces

W książkach psychologicznych i na stronach internetowych są najróżniejsze wzorce Map Marzeń, które umożliwią Wam stworzenie ich wiernej kopii lub – jeśli wolicie- zaangażujecie się bardziej twórczo w stworzenie ich przy pomocy rysunku lub techniki kolażu. Mapy zazwyczaj poruszają wiele sfer: od miłości, przez pracę na pieniądzach kończąc. Tablica Inspiracji w przeciwieństwie do szerokiego zakresu w Mapie Marzeń, skupia się wyłącznie na jednym elemencie i najważniejszym celu; ma pomóc mi zakasać rękawy bym zaczęła realizować się w tym, co jest moją pasją od dziecka. Już samo działanie służące zrealizowaniu marzenia to cel sam w sobie. Każdy ruch mentalny jest rozwojem, doświadczeniem i otwieraniem się na możliwości Wszechświata. Im więcej się czemuś poświęcamy, tym bardziej przybliżamy się ku spełnieniu.

mapa ma

Co konkretnie zawiera moja Tablica Inspiracji?:

  • najważniejsze komplementy spisane na kartce i wybrane z przekroju życia, na temat tego co robię i moich umiejętności (pomagają zwłaszcza w dni, kiedy nękają mnie osobiste wątpliwości). Komplementy są przypięte w miejscu blisko oczu i łatwo zauważalne.
  • motywujące cytaty, które popychają do przodu i są perłą mądrości i doświadczenia wielkich ludzi. Królują: Mark Twain, Shakti Gawain i Henry David Thoreau.
  • zdjęcia sławnych osób, które osiągnęły sukces w dziedzinie, którą się interesuję.
  • kilka zabawnych obrazków, które wywołują uśmiech, w momencie, gdy moja praca staje się zbyt poważna. Śmiech bywa twórczy- rozluźniamy się a wówczas pomysły wpadają do głowy bezwysiłkowo.

Jestem wzrokowcem, stąd na tablicy tyle kolorów, zdjęć, obrazków i wszystkiego co przykuje uwagę. Stwórz ją sobie na podstawie własnych preferencji. Jeżeli chcesz popracować nad kilkoma obszarami w życiu, potrzebna Ci życiowa równowaga, to faktycznie Mapa Marzeń może być lepszym rozwiązaniem. Jeśli jednak chcesz zapalić silniki konkretnego życiowego aspektu czy marzenia, Tablica Inspiracji będzie wystarczająca. Stwórz ją tak, byś ją pokochał i chciał patrzeć na nią każdego ranka. Jeśli lubisz spokój i porządek, niech będzie w jednolitych barwach; jeśli przemawiają do Ciebie słowa, umieszczaj inspiracje w pisanej formie. Wszystko jest dozwolone bo liczy się efekt końcowy: radosne i pełne wyzwań działanie.

Zdjęcia:
1.) pasterka.blogspot.com
2.) jonssimplelife.blogspot.com

Jak żyć kreatywnie?

creative-computer-wallpapers1

Twórczy umysł przydaje się na wiele sposobów. Pomaga rozwiązywać problemy w pracy, bo przełamuje schemat i wprowadza innowacyjność; sprzyja wspólnie spędzanym chwilom z przyjaciółmi a przede wszystkim ułatwia przyjaźń z samym sobą. Będąc kreatywnymi, nigdy nie nudzimy się we własnym towarzystwie.


Od jakiegoś czasu prześladowała mnie wciąż ta sama myśl: „Kup akwarele. Namaluj coś”. Wstąpiłam więc któregoś chłodnego popołudnia do papierniczego, by zaopatrzyć się w farby i pędzelek. Żebyście dobrze mnie zrozumieli- nie maluję na co dzień. W zasadzie ostatni raz malowałam, gdy miałam dziesięć czy jedenaście lat. A więc prawie dwie dekady temu. Po zakupach usiadłam do biurka z kartką białego papieru, wodą w kubku i pachnącymi akwarelami i… zaczęłam malować. Czułam się wspaniale i cieszyłam się jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę.
Efekt nie był istotny. Ważniejszy był akt. Malowanie. Doświadczanie uczucia, jakie było mi bliskie w wieku dziesięciu lat – radości, nieskrępowania i zabawy. 
Kilka dni później odwiedziłam kolejny sklep papierniczy by kupić pastele i wypróbować inną metodę rysunku. Wszak jest tyle szkół malowania, tyle narzędzi, tyle możliwości! Nie zrobiłabym tego, gdyby nie chęć odkrycia czegoś nowego.

pastele
Po co nam kreatywność? Po to, by uczynić życie nieustannym procesem twórczym. A tworzyć można niemal wszystko na nieskończenie wiele sposobów. Przypomnij sobie czas, gdy byłeś dzieckiem z głową pełną pomysłów. Pamiętasz, ile doświadczałeś radości? Tworzyłeś, wymyślałeś, próbowałeś i smakowałeś. Mama mówiła „nie jedz muchy!” a Ty ją i tak zjadałeś by poczuć jej kwaśny smak (nie pytaj skąd wiem 🙂 )

Kreatywność to nie tylko pomysłowość, to również nieustanna chęć doświadczania życia w każdym jego wymiarze. To chęć bezpośredniego przeżywania, która jest zaprzeczeniem biernej obserwacji, prowadzącej jedynie do marazmu i wniosków nie popartych osobistym doświadczeniem.

Zastanawiałeś się, co chciałbyś robić? I nie pytam o cele zawodowe tylko o tysiąc drobnych czynności, które sprawiają, że życie nabiera barw i ekscytującej dzikości. Zrób to! Namaluj coś, pójdź na koncert, chwyć za gitarę, pojedź na rajd w góry, pisz pamiętnik, pożycz aparat, cokolwiek co sprawi, że poczujesz krew tętniącą w gorących żyłach. Nic Cię nie blokuje przed ruchem, tylko Ty sam- Twoje obawy, nawyki i lenistwo. Kreatywność natomiast wydobywa z Ciebie witalność i siłę. Moc będącą potencjałem ukrytym w Twoim własnym umyśle.

Próbowanie rzeczy, których nie znasz, pobudzi prawą półkulę mózgu i sprawi, że poznasz siebie na nowo. T.S.Elliot zwykł mówić, że ” ten kto zajdzie za daleko, ma szansę przekonać się jak daleko potrafi zajść”. Zgadzam się. Możemy nigdy nie odkryć własnego powołania i największych radości jeżeli nie będziemy próbować, wymyślać czy odkrywać. Ciekawość świata jest naturalnym instynktem żyjącej istoty, człowieka także. Nie blokuj jej. Świat jest ogromny i nieprzenikniony a życie pasjonujące, jeżeli tylko pozwolisz mu takim być.

Niedawno na polskim rynku wydawniczym pojawiła się książka, która przedstawia zmiany jakie mogą zajść w człowieku, jeśli ten zgodzi się chwytać własne pomysły. „Przez 10 minut”, autorstwa włoskiej pisarki, Chiary Gamberale jest historią kobiety po przejściach, która by odwrócić uwagę od niemiłych wspomnień, dostaje zadanie od terapeuty – codziennie przez 10 minut ma robić coś czego nigdy wcześniej nie próbowała. W ten sposób bohaterka odkrywa siebie na nowo – poznaje co lubi, a czego nie; otwiera mnóstwo ukrytych do tej pory drzwi, gdzie spotyka się z własnym umysłem- twórczym, nieograniczonym i wypełnionym zdolnościami. I po to właśnie potrzebna jest nam kreatywność. By wyjść na spotkanie samego siebie- wspaniałego i ciekawego człowieka, którego życie jest wielką i fascynującą zagadką

przez-10-minut-b-iext25050868


Zadanie na nadchodzący tydzień:
Zainspirowana fabułą książki, poproszę Was, byście każdego dnia robili przez 10 minut coś czego nigdy wcześniej nie robiliście. Co to będzie? Zostawiam Wam wachlarz możliwości, jakim jest samo życie. Powodzenia!

Zdjęcia:
1.) www.download-hd-wallpapers.com
2.) www.ministrybestpractices.com
3.) www.empik.com

Którą półkulę mózgu wykorzystujesz bardziej?

2013-02-06-LeftBrainRightBrain21

Wiesz dlaczego warto zwiększyć wydajność prawej półkuli mózgu? By być bardziej kreatywnym, mieć więcej z odkrywcy i ciekawego dziecka, które w każdym elemencie rzeczywistości doświadcza możliwości. Brzmi jak niezła zabawa, czyż nie?


Sprawne posługiwanie się prawą półkulą jest charakterystyczne dla artystów, naukowców i jednostek wybitnych. Osoby wykorzystujące ją w dominującej przewadze, nierzadko są geniuszami, nieprzystosowanymi jednak do życia w społeczeństwie.
Dlaczego tak się dzieje?

Skoro prawa część mózgu odpowiada za innowacyjność, odkrywanie i kreatywność, to dla równowagi lewa służy logice, racjonalizmowi i umiejętności poruszania się w fizycznym świecie. Ludzie ze słabo rozwiniętą lewą półkulą, bywają nieśmiali, zamknięci w sobie, często są także przyczyną problemów w rodzinie czy w miejscu pracy.

W historii świata jest wielu sławnych, u których prawa półkula mózgu dominowała w znaczący sposób. Należeli do nich: Albert Einstein, Aldous Huxley, Tomas Edison, Ernest Hemingway, czy Edgar Allan Poe. Każdy z nich zapisał się na kartach historii jako jednostka o genialnym umyśle, potrafiąca dokonać rzeczy wielkich czy potencjalnie niemożliwych. Jednocześnie byli osobami nie przystosowanymi społecznie- nie bez powodu niektórzy nadużywali alkoholu czy narkotyków, lub nie nawiązywali kontaktów z własnym środowiskiem- starali się w ten sposób odciąć od zbytniej emocjonalności i intensywnego doświadczania zjawisk.

einstein-formule-tableau

Co więc zrobić, by pobudzić w sobie kreatywność, nie tracąc jednocześnie kontaktu z rzeczywistością? Ćwicz je obie, naprzemiennie. Zrób test by dowiedzieć się, którą półkulą mózgu posługujesz się sprawniej. Wynik nie musi być rezultatem genetycznym a zaledwie nawykiem, do którego zostałeś przyzwyczajony w dzieciństwie. Jeżeli miałeś pomysłowych rodziców i wychowywałeś się jednocześnie w liberalnej szkole, gdzie innowacyjność była na miarę złota, być może masz dobrze rozwiniętą prawą pólkulę, lub oby dwie na podobnym poziomie. Jeżeli jednak przeszedłeś typową dla naszego systemu oświaty edukację tępiącą twórczość, nagradzają logikę i analityczne myślenie, przeważać u Ciebie może lewa półkula. Nie zaszkodzi sprawdzić.

Test: 
http://www.treningmozgu.pl/index.php?s=ciekawostki&p=art_20

Jeżeli w teście wyszło, że w dominującej części posługujesz się lewą półkulą, jest kilka prostych ćwiczeń, by sytuację odwrócić a przynajmniej zrównoważyć. Nie musisz pozostać analitykiem do końca życia. Twórczego myślenia można się nauczyć. Oto kilka przykładów jak to zrobić: 

  • Przynajmniej pięć minut dziennie pisz lewą ręką (jeżeli jesteś praworęczny). Pisz cokolwiek. Ważny jest sam akt, nie wynik
  • Rysuj. Maluj. Pisz. I odłóż na bok uprzedzenia. Przy tych paru prostych czynnościach, masz być małym, radosnym dzieckiem
  • Odkrywaj nowe drogi (co jakiś czas zmieniaj trasę do pracy/szkoły/kawiarni)
  • Przynajmniej raz w tygodniu zrób coś czego nie robiłeś wcześniej. Wypisz kilka czynności, które zawsze Cię intrygowały ale nigdy ich się nie podjąłeś. Daj sobie raz w tygodniu przynajmniej pół godziny na nowe doświadczenia
  • Rozwiązuj krzyżówki, diagramy i inne ćwiczenia pobudzające mózg do pracy

Dobrej zabawy!


Zdjęcia:
1.) www.huffingtonpost.com
2.) blog.donnawilliams.net

Jak przezwyciężyć wątpliwości?

438354

Pojawiają się wtedy, kiedy jesteś o krok od celu. Burzą harmonogram dnia, odsuwają realizację marzeń na dalszy plan i napawają lekiem. Skąd się biorą i jak z nimi pracować?


Wątpliwości są niczym innym jak ukrytym strachem i brakiem wiary we własne możliwości. Zazwyczaj są irracjonalne i bezpodstawne. Mają jeden cel: skierować Twoją uwagę w przeciwnym kierunku lub zatrzymać Cię przed realizacją zamierzonych celów. Wszak niczego tak bardzo się nie boimy jak osobistego spełnienia. Nieznane i obce zawsze ma wielkie zęby a my kochamy to, co bliskie i znajome – nawet jeśli jest to nic innego jak dobrze nam znana frustracja i marazm.

Boimy się również konieczności wykonania trudnej pracy. Zauważ, że wątpliwości przed podjęciem decyzji pojawiają się wtedy, gdy oto nareszcie musimy porzucić bezpieczną przystań i wyruszyć w nieznane. Większość z nas jest leniuszkami a każde podjęcie ryzyka związane będzie z wkładem dużej energii i inwestycją: czasu, sił, pieniędzy a nawet niektórych znajomości. Wolimy narzekać i pogrążać się w lenistwie bo tak jest łatwiej. Pod koniec życia natomiast mówimy że „życie nie uczyniło nas dostatecznie szczęśliwymi”, jak gdyby życie było czymś poza nami i miało moc twórczą. Wymówki tego typu to nic innego jak unikanie odpowiedzialności.

Oczywiście, możesz być osobą wytrwałą, pracowitą i zmotywowaną a mimo to, wątpliwości i tak nieustannie wystawiają Cię na próbę, często na minutę przed podniesieniem kurtyny. To skutki niedowartościowania. Wychowani w wierze, że nie jesteśmy dostatecznie dobrzy, wycofujemy się na chwilę przed dużym wyzwaniem, nawet jeśli wszystkie warunki wokół sprzyjają i dostarczają nam odpowiednich narzędzi. Powtarzając sobie przez całe życie negatywności, krytykując swoje działania i dając wiarę w uprzedzenia, ciężko jest odwrócić sytuację z dnia na dzień. Zwykle potrzebujemy na to czasu, często lat. Aby uwierzyć w siebie najpierw trzeba przestać stosować autokrytykę a potem zastosować antidotum jakim są afirmacje i działanie.

cross

Działanie jest najlepszym sposobem na przezwyciężenie wszelkiego rodzaju niepewności czy wątpliwości. Dzięki niemu zdobywasz doświadczenie, stajesz się bogatszy w nowe umiejętności co powoduje że Twoja samoocena wzrasta. Wątpliwości ją niczym innym jak hamulcem, więc Twoim zadaniem jest dociśnięcie gazu. Oczywiście, że się boisz. Ja nieustannie boję się nowych wyzwań i każdego dnia doświadczam szeregu wątpliwości, „czy aby na pewno”. Zauważyłam jednak że nic tak nie motywuje i nie popycha do dalszego działania jak właśnie…. działanie! 

„Okej…” powiesz, „ale może wątpliwości są również głosem rozsądku lub intuicji?” Oczywiście. Mogą być. Dlatego tak ważne jest być blisko siebie; warto jest być ze sobą spójnym i otwartym na podpowiedzi z wewnątrz. Masz przezwyciężać wątpliwości odpowiadające za hamowanie osobistego rozwoju, lenistwo i marazm a nie głos pochodzący z intuicji; czasem może on uratować Ci życie.

Jako człowiek posiadający wszelkie możliwe narzędzia do zmiany życia, mamy je użyć. Decydować się. Albo w lewo. Albo w prawo. Nie stójmy na skrzyżowaniu jak stary koń, którego dręczy choroba Alzheimera. Gdy stoimy w miejscu, cofamy się. Życie płynie, świat idzie naprzód. Nie jest możliwe zatrzymanie czegokolwiek, każda stabilność jest pozorna. Wszelkie decyzje odnośnie działania bądź jego zaniechania są istotne. Dokonujemy prostego wyboru: idziemy naprzód, czy cofamy się w tył do przeszłości? Wątpliwości czasem pozwalają na wsłuchanie się w siebie i poznanie wielu odpowiedzi. Najważniejsze jednak jest doświadczać wątpliwości, jednocześnie nie dając im się hamować. Twoje życie ma być działaniem a nie wątpliwością.


Zadanie:
Wypisz wszystkie negatywności jakimi siebie obrzucałeś każdego dnia. Następnie przekształć je na afirmacje. Przykład: brakuje mi wyobraźni (negatywność)- jestem pomysłowa i żyję w kreatywny sposób (afirmacja). Kiedy przekształcisz już wszystkie obelgi na budujące zdania, odczytuj je sobie każdego poranka przynajmniej przez tydzień. Pamiętaj by odczytywać tylko afirmacje, o obelgach zapomnij. Zauważysz dużą różnicę w funkcjonowaniu. Doświadczysz więcej pewności siebie i mniej wątpliwości.

Zdjęcia:
1.) wall.alphacoders.com
2.) zurb.com

Jak nie TERAZ, to kiedy?

0 (1)

Pewnie NIGDY. Bo przyszłość nie istnieje. Jeszcze nie nadeszła i prawdopodobnie będzie inna niż się spodziewamy. Warunki będą gorsze, niż byśmy sobie życzyli. Zawsze będzie nie tak i ostatecznie zostaniemy zawieszeni w potencjalnie istniejącej przyszłości, która gdzieś jest; kiedyś nadejdzie a może nie.


I tak oto w ten sposób skazujemy się na cierpienie czekania. Budowania wymarzonego życia  w głowie. Żyjemy więc jak duchy czy zjawy prowadząc iluzoryczne życie, dalekie od prawdziwego doświadczania rzeczy. Nigdy nie będzie lepszego czasu na zmianę, działanie, spełnianie marzeń jak nie TERAZ. 

Prawdopodobnie wielokrotnie odkładałeś marzenia na bok, mówiąc że kiedyś przyjdzie odpowiedni czas. Zapewne będą lepsze warunki- ludzie będą mieli wobec Ciebie mniej oczekiwań, będziesz bogatszy, bardziej doświadczony. Czas będzie sprzyjał a Ty nabierzesz chęci i rozwiniesz właściwą motywację.

Prawda jest jednak taka, że nigdy nic nie będzie… bez Twojego osobistego udziału. Rzeczy nie dzieją się same- trzeba im pomóc, wziąć je w garść i uczynić takimi jakimi chcesz by były! Życie nie układa się samo- to Twój czas i Ty masz ułożyć go w sposób, który zapewni Ci szczęście. Na tym polega wolność, dojrzałość i niezależność.

Jako ludzie żyjący w demokratycznym świecie, jesteśmy wyposażeni w dwie wspaniałe rzeczy:

  • możliwości
  • wolną wolę

Te dwa czynniki są źródłem osobistej wolności, dzięki nim bowiem dokonujemy wyboru w najmniejszym choćby momencie życia. Wybieramy- czy tolerujemy życie takim jakim jest, czy raczej chwytamy w dłonie cugle dzikiego konia i mówimy mu dokąd pognać.

Z doświadczenia wiem, że nieustanne odkładanie rzeczy na później wytwarza kiepski nawyk unikania odpowiedzialności. Jedyne co rozwijamy, to strach i lenistwo. Boimy się tego co może nas spotkać, boimy się działania, zmiany życia, ciężkiej pracy w drodze do celu a nawet własnego szczęścia, bo w gruncie rzeczy kochamy ten nasz mały smuteczek, utwierdzający w słodkim nicnierobieniu. Nonsensem jest mówienie „jutro, za pół roku, za rok”. Nigdy nie będzie bardziej odpowiedniego czasu niż TERAZ. Jeżeli już dziś chodzi nam coś po głowie, to znak, że własnie oto zeszły się idealne warunki by to zrobić.

Boimy się trudności… Oczywiście. Bo jak każda istota żyjąca na planecie zwanej Ziemią chcemy uniknąć cierpienia i porażek. Z tym że, porażki są nieodłącznym elementem życia- podobnie jak śmierć i choroba są częścią ludzkiej egzystencji. Będzie trudno, czasem zaboli. Ale każdy krok naprzód, doświadczenie, zrobienie, działanie lub opuszczenie strefy własnego lenistwa i komfortu będzie częścią Twojego osobistego rozwoju.

Odkładanie na później niczego nie zmieni. Spowoduje jedynie gorycz w momencie, kiedy zobaczysz, że faktycznie warunki przeminęły a na pewne rzeczy jest za późno. Działanie TERAZ może przynieść Ci wszystko. Będzie to jak użycie narzędzia, którego nie znasz, a nieznany i ryzykowny rezultat nadejdzie dopiero za pewien czas. Może to będzie coś dobrego i pięknego a może nie. Życie pełne jest niespodzianek, jednak podążanie własną drogą sprawia że częściej doświadczysz miłych niespodzianek niż przykrych. I nie powiesz, że nie próbowałeś. Życie jest doświadczeniem. A doświadczenie każdego, choćby małego detalu w jego procesie jest wewnętrznym bogactwem. 

Zadanie na DZIŚ:

Zrób trzy małe rzeczy, które zawsze chciałeś zrobić, lecz stosowałeś wymówki „nie, bo…”.
To mogą być drobnostki takie jak zaproszenie kogoś na kawę, kupienie ogromnej muffinki czy założenie bloga. Zrób to dziś. Bez wymówek! A potem zobacz jak się z tym czujesz, zapisz to. Następnym razem, gdy będziesz wzbraniał się przed działaniem, odczytaj raz jeszcze jakich uczuć doświadczałeś. Powodzenia!

Zdjęcie:
1.) wethinker.com

Sprzymierzeńcy marzeń

 

Skoro w ostatnim poście skupiłam się na tym, co szkodliwe i co nas osłabia, warto dziś zorientować się na tym, co dobre i co ciągnie nas ku mentalnym wyżynom. Tak oto chcę Wam zaprezentować kilka sposobów na podbudowanie własnej samooceny. Są to proste i łatwe do zastosowania sztuczki, bazujące na wewnętrznych przekonaniach.


Ostatnio stworzyliśmy wizję osobistego Krytyka- cenzora, który nieustannie komentuje wszystkie nasze poczynania, zamysły i próby osiągnięcia celów. Dziś natomiast stworzymy jego opozycję- Sprzymierzeńca, który jest cichym głosem wiary w umiejętności, które posiadamy. Niestety jest to zwykle głos zbyt subtelny i cichy, dlaczego na ogół traktujemy go w sposób lekceważący. Nie wiem, czy to zasługa wychowania, życia w Polsce czy nadmiernej ambicji, ale bardziej ufamy przerysowanej krytyce, niż autentycznym pochwałom.

Namalowałeś już swojego Krytyka, Sprzymierzeńca również możesz twórczo wykreować. Ale najpierw się z nim zapoznaj. Z racji tego, że jest zbyt nieśmiały by jawnie ukazać Ci się, jako indywidualna część Twojej osoby, dodaj mu trochę odrębności. Zobacz go jako osobę trzecią. Tak będzie łatwiej- zwykle ufamy dobrym opiniom na swój temat pod warunkiem, że padły z ust kogoś innego, najlepiej kogoś kogo cenimy i podziwiamy. Czy masz kogoś takiego?

Zrób sobie podróż do przeszłości i sprawdź, kto Cię chwalił i obdarzał zaufaniem. Zapisuj każde słowo pochwały własnych umiejętności i talentów, nawet jeśli były to jedynie komentarze mówione na szybko, urywane w pół zdania. Każda pochwała ma znaczenie!

Zanotuj również, kto był nadawcą miłych komentarzy. Jeżeli nie pamiętasz niektórych imion czy nazwisk, nadawaj im takie, z jakimi Ci się kojarzą. Wybierz jedną z tych osób, która w Twoim życiu odegrała największą rolę i której ciepłe słowa powodują, że kiedy potrzebujesz wewnętrznego wsparcia, ta jedna, wiele znacząca pochwała wypływa na powierzchnię niczym koło ratunkowe we wzburzonej tafli wody osobistych dołków i porażek.

o to

Ćwiczenia:

1.A teraz czas się odwdzięczyć. Weź kartkę, długopis i napisz do tej osoby list z podziękowaniem. Nie musisz go wysyłać. Ważne, byś był szczery i przelał na papier wszystkie ciepłe uczucia jakie towarzyszą Ci od bardzo dawna. Daj wyraz wdzięczności i kreatywności- napisz dlaczego słowa danej osoby są dla Ciebie niezmiernie ważne i co zmieniły w Twoim życiu. 

2. Zainwestuj w farby (polecam akwarele lub plakatówki), pędzel i blok rysunkowy. Namaluj Sprzymierzeńca. Zrób to z wdzięcznością, poświęć się temu- daj sobie czas na stworzenie go. Może i nie jesteś malarzem artystą, ale gdzieś w głębi na pewno jest w Tobie małe dziecko, które czasem marzy, by się pobawić i zabrudzić ręce. Zrób to! Poza tym- kiedy ostatnio coś namalowałeś? Przypuszczam, że gdy miałeś 10 lat…

3. Powiedz każdej osobie którą cenisz, coś miłego. Obdarzaj ludzi komplementami- niech wzrastają. Komplementy maja być autentyczne, a Ty masz stać się częścią ich osobistego Sprzymierzeńca. Jest na pewno wiele niewypowiedzianych słów i pochwał, które czekają na dotarcie do właściwego odbiorcy. Bądź więc posłańcem dobrych wiadomości i zobacz jak wzrastasz. Ty i Twoi przyjaciele.

Zdjęcia:
1. www.papilot.pl
2. mloda-matka.blogspot.com

Jak wygląda Twój Krytyk?

The-Hobbit-Gollum_

Ile razy usłyszałeś dziś w głowie szept, że jesteś nijaki, do bani i że niczego nie potrafisz? Jak często powtarzasz, że nic Ci nie wyjdzie, bo brakuje Ci : a)polotu; b)urody; c)szczęścia; d)umiejętności (wybierz dowolne). Twój wewnętrzny głos oskarżyciela nie śpi i nigdy nie jeździ na urlop. Pracuje od zmierzchu do świtu by Cię upokarzać a Twoje własne marzenia likwidować w brutalnej niszczarce samokrytyki.


Znasz to uczucie, kiedy coś Ci naprawdę wychodzi lub przynosi sporo radości, aż do czasu gdy nie usłyszysz wewnętrznego sprzeciwu? Krytyk wewnętrzny (bo tak go nazwali psycholodzy) jest Twoim wewnętrznym głosem poniżenia. Jest brutalnym i głośnym zaprzeczeniem talentu i umiejętności, które posiadasz. Jego cel jest prosty- zniszczyć, pobić, poniżyć, osłabić.

Skąd się bierze? Możliwości są dwie: z wewnętrznego przekonania, że jesteśmy bezwartościowi i nie zasługujemy na nic dobrego; lub jest zaszczepionym przez kogoś (często rodzinę, przyjaciół, nauczycieli) głosem krytyki, który w pewnym momencie zaczyna być niczym innym jak  swoistą autodestrukcją.

Przywykli do motta „polegaj na sobie”, bierzemy je zbyt dosłownie, zapominając o dystansie, jaki jest potrzebny nie tylko w relacjach z innymi ludźmi, ale również gdy jesteśmy tylko we własnym towarzystwie. Potrafimy nie przejmować się czyimś kiepskim zdaniem na swój temat, ale osobiste przekonania traktujemy niczym święte ideologie czy naukowe fakty. I to jest błąd. Mamy za mało dystansu do swoich myśli; częstokroć wymagamy od siebie zbyt wiele. Chcemy być lepsi by udowodnić, że coś znaczymy asekurując się jednocześnie przed upadkiem. A najlepszym sposobem na uniknięcie porażki jest użycie mentalnego bicza jakim jest autokrytyka. Kopnięci przez wyimaginowanego konia, nie wsiądziemy na niego nigdy. I nie spadniemy. Ale również nigdy nie nauczymy się jeździć. Tak tworzą się blokady. Mamy marzenia a czynimy je odległymi poprzez krytykę jeszcze nie zdobytych umiejętności.

Zauważcie, że gdy spędzacie czas sami, wydaje Wam się, że macie więcej myśli, prawda? Ale myśli mamy dokładnie tyle samo jak podczas obiadu, zakupów z przyjacielem czy w zatłoczonym tramwaju. Po prostu w samotności jesteśmy w stanie nareszcie dostrzec i usłyszeć swój nieustanny, wewnętrzny monolog, w tym również głos Krytyka, który jest naszym alter ego. Niestety często tym złym, którym kieruje strach, obawa i złość.

event_92282_017ad5_huge

I tu dobra informacja- Pan Krytyk ostatecznie może na coś nam się przydać. Dobrze wykorzystany i lekko oswojony, pomoże rozbudzić nasze ambicje by stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej w drodze do celu. Jego głos potrafi też być przestrogą, by nie podejmować bezmyślnych decyzji. W końcu dlatego odczuwamy strach- by pomyśleć i włączyć do gry rozsądek.

Krytyka zatem można wykorzystać by przynosił pożytek, pod warunkiem że się go oswoi. Usiądź więc wygodnie przy biurku, wyciągnij kredki lub farby i pobaw się jak małe dziecko malujące potwora. Niech potworem będzie Krytyk. Wsłuchaj się w go. Jaki ma głos? Męski? Kobiecy? Głos małego dziecka a może natrętnej sąsiadki? Uruchom swoją prawą półkulę mózgu i stwórz wizję swojego wewnętrznego głosu. Im bardziej będzie groteskowy, tym lepiej. Niech wie, że nie bierzesz go na poważnie! Następnie schowaj go między książki lub włóż do szuflady. Ilekroć znów będzie podskakiwał, wyciągnij go i uważnie mu się przyjrzyj- czy naprawdę jest się czego bać? A jeśli nadal będzie pyskował narysuj na odwrocie kartki drugą część opowieści- siebie z wielkim młotem walącym Potwora w głowę.

A może jesteś łasuchem? Krytyka można również zjeść! Tylko błagam nie jedz papieru- grozi niestrawnością. Upiecz go. Zrób ciastko. Ulep z mąki, wody, cukru, miodu, rodzynek, co tam wolisz. Zarumień go na małym gazie, pomaluj, lub dorób oczy i zjedz. Tyle po nim!
Sposobów na zabawę jest wiele, wystarczy twórczo się pobawić. Wyłącz głos nieustannego cenzora, nie oceniaj niczego. Tylko mówiąc STOP ocenianiu jesteś w stanie pokierować własnym życiem. Niech żaden Krytyk nie mówi Ci co możesz, a czego nie. W końcu jest tylko iluzją. Lub okruszkiem po ciastku 🙂

b_ciastek_w_dzakuzi__82136

Zdjęcia:
1.) www.cine-vue.com
2.) www.goldenline.pl
3.) www.stylomierz.pl