Archiwa tagu: znajdź swoją drogę

Jak być nie-idealnym?

Kiedy ostatnio pozwoliłeś sobie być dokładnie taki jaki jesteś- nie aspirując do bycia ideałem? Perfekcjonizm jest zmorą naszych czasów. Zjada dobre myślenie o sobie i nie pozwala zakończyć projektów, w czasie kiedy warunki pokazują, że czas odpuścić.

0192_9da1


Perfekcjonizm

Bo w gruncie rzeczy perfekcjonizm to niemożność odpuszczenia. Jak napisała w jednej z książek Julia Cameron, to odmowa by pójść dalej. Przez własne pomysły i oczekiwania na temat tego, jak rzeczy mają wyglądać, podejmujemy się mnóstwa projektów lecz ich nie kończymy. Nie wywiązujemy się ze zleceń i obietnic nawet przed samymi sobą, bo nie pozwalamy sobie w pewnym momencie powiedzieć „ok, to jest takie jakie jest”. A przecież to klucz do tego, by zamknąć wciąż uchylone drzwi przez które ucieka nasza energia. Perfekcjoniści poprawiają każdy szczegół, myślą tak długo nad pomysłem, aż ten stanie się doskonały. Są przy tym sfrustrowani i wiecznie wyczerpani. Bo jak tu się nie zmęczyć, gdy wciąż trzeba być pierwszym?

Co by było gdyby…

Gdybyś był dokładnie taki jaki jesteś i robił rzeczy najlepiej jak potrafisz? Uwaga! Robić rzeczy najlepiej, nie oznacza być wciąż na podium. Nie oznacza być idealnym. Nie znaczy, posiadać najgenialniejszych pomysłów. Chodzi o wykonywanie zadań w sposób dostępny- przy obecnych warunkach i zasobach. Wszak nie napiszesz epopei narodowej, gdy przysypiasz i nie będziesz konkurował z wielką firmą, zakładając dwuosobową spółkę mając ograniczone środki. Więc, zapytam inaczej: co by było gdybyś nareszcie mógł cieszyć się tym co robisz, nie wymagając od siebie brawurowych wyników? Co byś dzisiaj zrobił, gdyby to nie musiało być idealne? Weź kartkę, długopis i pisz co przyjdzie Ci do głowy. Ja zapisałam 15 czynności, które chcę spróbować. A na zapisanie dałam sobie minutę. Co by było przy dwóch?

Perfekcjonizm to odmowa, by pójść dalej”.
Julia Cameron

Prawda co do perfekcjonizmu jest taka, że mamy głęboko zakorzenione poczucie niższości, które przyjmuje mniej lub bardziej znany głos w umyśle, „jesteś do niczego”. Przy tak srogiej i destrukcyjnej krytyce, każdy impulsywny wojownik wyciąga broń i tarczę. Szlifuje umiejętności do granic wyczerpania, pracuje ponad siły i zarzyna swój psychiczny dobrostan, aby udowodnić, że jest kimś. Mało tego, że jest kimś. Jest numerem jeden.

Perfekcjonizm jako lęk przed błędami

Kiedy odpuszczasz, to pojawia się naturalne odprężenie. Pomysły same wypływają na powierzchnię. Łatwiej nawiązujesz relacje z ludźmi. Pozwalasz sobie być człowiekiem, dzięki czemu inni widzą w Tobie zwykłą osobę, która jak każda popełnia błędy. Obawa przed błędami wynika z niedojrzałości i niezrozumienia, że zarówno błędy jak i wygrane są częścią życia. Każda nauka i doświadczenie wypływają po części z wcześniej popełnionych pomyłek i poniesionych porażek. Sukcesy nie są domeną ułożonych perfekcjonistów lecz ludzi doświadczonych. A tym właśnie są porażki- doświadczeniem i nieuniknionymi krokami na drodze do każdego celu.
I jeszcze jedno. Jeżeli na chwilę porzucisz pomysł, by to co robisz było doskonałe, takie właśnie będzie. Powstanie spontanicznie i bezwysiłkowo jak wszystko co najlepsze w życiu.


Zdjęcie: ocalsiebie.pl

Bogactwo wyobraźni

Po co nam właściwie wyobraźnia? Czy na co dzień jest pomocna czy rozpraszająca? Jak możemy ją wykorzystać w pracy i podczas codziennych domowych zajęć?

cinematographe_lumiere


Benefity z wyobraźni

Sławny fizyk, Albert Einstein nie zmodyfikowałby newtonowskiej mechaniki klasycznej, gdyby nie wyobraźnia z której czerpał. Sam z resztą zwykł mówić że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Dlaczego? Bo, po pierwsze: nakierowuje na poszukiwanie ciekawych odkryć i rozwiązań, których nie znaleźlibyśmy poruszając się wyłącznie w sferze suchych faktów; po drugie ukazuje potencjał umysłowy ukrywający się pod głęboko zakorzenioną logiką. To co teoretycznie niemożliwe, mieszka w wyobraźni, która dobrze wykorzystana może przynieść radość i urozmaicenie w zwykłym życiu. Dzięki niej mamy w na świecie mnóstwo fantastycznie prosperujących firm- zarówno wielkich korporacji jak i małych spółek; w kinie możemy oglądać zjawiskowe filmy w 3D, a półki uginają się od powieści, które wzięły początek w głowie autora; o powstaniu facebooka już nie wspomnę.

„Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.
Wiedza jest ograniczona;
wyobraźnia okrąża świat”.
A. Einstein

Jeżeli ktoś twierdzi, że jest artystą, naukowcem czy odkrywcą a posługuje się wyłącznie lewą, logiczną półkulą mózgu, to sam zawęża sobie możliwości dotarcia do głębszego źródła. Posiadanie wyobraźni jest umiejętnością kreacji potencjalnego świata i niezwykłych rozwiązań w umyśle, co świadczy o dostrzeganiu tego co lata świetlne przed nami. Czyż Lem nie wyprzedzał swojej epoki? Podobnie jak Leonardo Da Vinci czy bracia Lumiere?

Wyobraźnia jest bliska dzieciom, które w łatwy sposób nawiązują połączenie z własną twórczością. Wykorzystują ją podczas zabawy, rysowania, zapełniają czas tysiącem pomysłów, by się nie nudzić. Czy znacie dzieci, które się nudzą? Pewnie są to pojedyncze (i leniwe) przypadki, którym w nadmiarze pozwala się na otępianie umysłu poprzez gry, telewizję i siedzenie przy komputerze. Zdrowo wychowywane latorośle potrafią zająć się same sobą czerpiąc radość z drobnych rzeczy. A dorośli? Ileż osób dorosłych nudzi się we własnym towarzystwie, kiedy nagle zostają odłączeni od internetu? Pewnie nie raz zdarzyło się wam doświadczyć tego niemiłego stanu, który nazywacie marazmem. Gdy doświadczacie go regularnie, to zdecydowany znak, że czas popracować nad wyobraźnią i zapełnić wewnętrzny świat kolorowymi kredkami.

Jak?

Przede wszystkim dobrze jest nauczyć się spędzać czas we własnym towarzystwie bez rozpraszaczy. Zabierzcie siebie na samotny spacer, kolację, doświadczajcie nowych rzeczy- spróbujcie zrobić coś po raz pierwszy, doświadczyć nowego, nieznanego smaku, porozmawiać z nieznajomym z parkowej ławki obok. Bądźcie wobec siebie szczodrzy. Przypomnijcie sobie do czego was ciągnęło w dzieciństwie i wróćcie do tego. Kupcie akwarele, zróbcie artystyczne zdjęcia, zapiszcie się na kurs szycia, dużo czytajcie i idźcie w kierunku, skąd wieje wiatr. I nie chodzi o to, by stworzyć sobie mały świat, w którym będziecie bezpieczni. Chodzi o wyjście naprzeciw nowemu i o rozwinięcie umiejętności ekscytowania się życiem. Z pozoru zwykłym i prostym, jakiego doświadczają miliony. Dobrze wykształcona wyobraźnia zwiększy zdolność do podejmowania odważnych decyzji a także produktywność i przedsiębiorczość w życiu zawodowym. Tylko ci idą naprzód, co mają wizję potencjału zawartego w brzemiennej przestrzeni.

Wyobraźnia w dorosłym życiu

Zdecydowałam się poruszyć temat wyobraźni z paru prostych powodów. Była dla mnie istotna, gdy byłam dzieckiem jedynakiem i często spędzałam czas w samotności. I zabrzmi to jak abstrakt, ale wówczas nie było internetu, ba! Nawet komputera czy kablówki a żyć trzeba było- jak przystało na dziecko- z uśmiechem na twarzy. I tak też było. Miałam fascynujące dzieciństwo bo potrafiłam stworzyć sobie świat, niczym Alicja w Krainie Czarów, którą co kilka kroków spotykały zaskakujące sytuacje i charakterystyczne jednostki. Nie wyobrażam sobie życia bez czerpania z fantazji i dziś. To ona pozwala się odstresować i wyżyć artystycznie- zapełnić kartkę wydarzeniami z głowy i doświadczać możliwości tam gdzie inni widzą jedynie przeszkadzającą mgłę. Wyobraźnia pozwala zobaczyć dobre strony trudnych porażek, bo ukazuje to co poza zasięgiem wzroku. Szybciej wyciąga z dołków bo pozwala doświadczyć smaku sukcesu, zanim ten jeszcze się pojawił. Krzysztof Kolumb nie odkryłby nieznanych lądów, gdyby nie wiara, że coś istnieje poza granicą ubogiej wówczas mapy świata.

Czy próbowaliście kiedyś bawić się w tworzenie opowieści? Możecie to robić w parze. Niech jedna osoba wymyśli wątek i powie kilka zdań a partner dopowie swoją wersję. Wy ciągnięcie jego zdanie, a on wasze. Po kilkunastu minutach historia robi się zabawna a przy tym zmusza was do coraz większego wykazywania się kreatywnością. Nie uwierzycie ile pomysłów mieszka w pozornie prostej opowieści przy pomocy burzy dwóch mózgów, która na marginesie jest dziś z powodzeniem stosowana również w firmach. Nowocześni pracodawcy dostrzegli w  wyobraźni żyzny grunt pod ciekawe rozwiązania. Na spotkaniach pracowniczych burze mózgów są dziś popularnym środkiem tworzenia nowych projektów, bo odrzucają wszelkie standardy. Im większa abstrakcja tym większa zabawa. Wyobraźnia nie uznaje ograniczeń!


Zdjęcie: blogs.cccb.org

Dziwolągi

Pamiętacie to charakterystyczne poczucie odrębności czy raczej wyalienowania w podstawówce i liceum? Jestem pewna, że niektórzy z Was byli specyficznym freakami i może nawet teraz mimo dobrej pracy i teoretycznie „poukładanego życia”, nadal nimi jesteście w głębi serca. 

Alice_in_wonderland


Inność

Freak. Dziwoląg. Dziwak. Geek. Jest sporo określeń, jakimi można uraczyć kolegów odbiegających od społecznie przyjętych norm. Być może niektórzy z Was często słyszeli te określenia w stosunku do samych siebie. A może sami tak o sobie myślicie? Co oznacza bycie geekiem? Życie we własnym, wyimaginowanym świecie? Lubienie dziwnych rzeczy? Zbyt duży indywidualizm? Życie na przekór schematom? Prawdopodobnie wszystko po trochu.

Od dziecka byłam uważana za „dziwną”, pewnie poprzez swój introwertyzm i skrytość a także nietypowe zainteresowania. Nigdy nie lubiłam-w przeciwieństwie do znajomych z podwórka- grania w koszykówkę czy filmów ze Schwarzenegerem. Lubiłam książki a najlepsze chwile wspominam jako czas spędzany samotnie na długich wędrówkach, podczas których mówiłam do spotykanych zwierząt, wierząc, że mnie rozumieją. Etykietę dziwoląga dopełniał fakt, że byłam najmłodszym czytelnikiem wiejskiej biblioteki- a zapisałam się ukończywszy wiek… 3 lat.

Poczucie odrębności towarzyszy człowiekowi przez całe życie, nawet jeśli żyje w sposób pozornie identyczny jak jego przyjaciele, znajomi czy przypadkiem spotykani obok ludzie. Dopiero poznanie kogoś, kto nie ukrywa własnej inności, uświadamia jak bardzo jest nam bliskie co osoba reprezentuje. Podobne przyciąga podobne.

Sens życia a praca

O tym, że ta inność w dalszym ciągu jest we mnie przekonał mnie jeden moment w pracy, podczas spotkania zespołowego. Nasza przełożona odchodziła właśnie na urlop macierzyński, biadoląc przy tym, że nie wie co pocznie sama w domu, czym się zajmie, narzekając że pewnie umrze z nudów. Powtarzała przy tym, że nie wie jak to jest możliwe, że niektóre kobiety biorą rok urlopu wychowawczego. Na co, niemal wszyscy ( nasza grupa liczy około 16 osób) przytaknęli, mówiąc, że nie wyobrażają sobie życia bez pracy, że praca nadaje sens, że dzięki niej są bardziej kreatywni i robią w życiu konstruktywne rzeczy. A uwierzcie mi na słowo, nasza praca nie jest najwyższych lotów i świata dzięki niej nie zmieniamy. Odmiennego zdania byłam tylko ja i moja najlepsza koleżanka (podobne przyciąga podobne). Jako jedyne miałyśmy odwagę przyznać, że praca jest tylko po to by mieć pieniądze i że nigdy nie zdarza się nam nudzić, gdy nie pracujemy. Czy coś z nami jest nie tak?

Geek a dojrzałość

Będąc dzieckiem, frustrowałam się, że nie jestem taka jak inne dzieci. Zawsze miałam mało znajomych a najbliższymi przyjaciółmi były zwierzęta. Często miałam poczucie, że przez to omija mnie wiele ważnych chwil w byciu podrostkiem. Nie piłam taniego wina mając 13 lat, nie uciekałam ze szkoły, nie chadzałam z chłopakami za rękę. Czy coś traciłam?

Z dzisiejszej perspektywy widzę, że bycie innym smuci zwłaszcza w trudnym okresie dojrzewania, ale w późniejszym wieku, jest na plus. Nie jesteśmy jednolitą, szarą masą a osobami, które za cenę poświęcenia niektórych znajomości, braku dużych zarobków czy zdobycia paru nieprzyjemnych etykiet wierzą w swoją prawdę i w swój idealny świat. W to, że wolność jest ważniejsza od największych pieniędzy i że czas jest wartością bezcenną. Jestem freakiem, jestem dziwolągiem i lubię siebie taką. Gdybym mogła się cofnąć w przeszłość, odnalazłabym tą zagubioną dziewczynkę, mówiąc jej: „Nic nie zmieniaj. Jesteś inna i tak jest ok”.


Zdjęcie: it.wikipedia.org

Do góry nogami

Szczęście. Najbardziej deficytowy produkt na świecie, którego nie można kupić za pieniądze. Dla każdego będzie czymś innym, w zależności od warunków w których żyje, priorytetów i właściwości w umyśle. Ludzie silni psychicznie mają największą szansę stać się szczęśliwymi z jednego prostego powodu: dokonują takiego wyboru. 

happiness-wallpapers_34664_1920x1200


Definicja szczęścia

Chyba nikogo z Was nie muszę przekonywać, że szczęście nie mieszka w pieniądzach, pięknym, nowoczesnym mieszkaniu czy szybkim samochodzie. Nie zaszyło się w drewnianej chacie w wysokich górach ani w błyszczącej satynowej sukience na wyprzedaży. Szczęście to nasz osobisty wybór. Można je odczuwać w „chudych” czasach, podczas duszącego kaszlu i mrozu, który ścina policzki gdy czekamy na opóźniony autobus.

Za poczucie szczęścia mogą odpowiadać geny.Jeżeli mamy dwójkę radosnych rodziców, jest większe prawdopodobieństwo, że my też będziemy mieli podobne właściwości postrzegania szklanki do połowy pełnej. Jeżeli tylko jeden rodzic jest taki, prawdopodobieństwo maleje, choć wciąż jest obecne. Nie ulega jednak wątpliwości, że im bardziej gonimy króliczka, tym bardziej on wymyka się nam z rąk. Na tym polega ludzki dramat- gonimy za czymś co jest już w nas obecne, co może być naszym wyborem i mocnym postanowieniem. Tylko ten wygra, kto będzie pomnażał radość poprzez dzielenie się, a przykrości potraktuje jako cenne lekcje, z których wyniesie odpowiednie wnioski.

Optymiści kontra pesymiści

Pamiętacie dowcip o dwóch braciach, którzy mięli dostać na gwiazdkę kucyka? Jeden z nich był niepoprawnym optymistą, drugi wręcz przeciwnie, bał się wszystkiego i ciągle narzekał. Rodziców stać było tylko na jednego kuca, kupili go więc pesymiście; drugiemu zaś wyłożyli cały pokój w końskim łajnie. Pod wieczór, poszli zobaczyć jak ich dzieci się mają. Gdy weszli do pokoju pesymisty,ujrzeli syna skulonego w kącie, zalewającego się łzami.
-Czemu płaczesz synu? Przecież tak jak prosiłeś, dostałeś kucyka.
-Płaczę, bo kucyk pewnie niedługo umrze. Kucyki nie żyją długo, to straszne– i znów zalał się łzami.
Rodzice zamknęli drzwi i poszli do pokoju drugiego syna. Otworzyli drzwi, skąd buchnął nieprzyjemny fetor i zobaczyli uśmiechniętego syna, odgarniającego łopatą końskie łajno. Zdziwieni zapytali:
-Co robisz synu?
-Szukam konika! Tyle dobrych znaków! Na pewno gdzieś tu jest konik!

I na tym polega szczęście- na byciu niepoprawnym optymistą, na wyciąganiu wniosków z trudnych lekcji i nieprzerwanym truchcie we własnym kierunku mimo nieprzyjemnych wiatrów, które przecież uczą nas większej wytrwałości niż flauta.

Własna droga

Żeby było śmieszniej, rzeczy i zjawiska za którymi gonimy często odciągają nas od sedna szczęścia. Wręcz stają się naszymi katami i oprawcami poczucia radości. Szukamy pracy,a gdy ją znajdujemy, żyjemy w stresie, duże pieniądze napełniają nas gorączką pożądania, a podczas wymarzonej wycieczki śmiertelnie się nudzimy, marudząc że nie tak miało być. Ja w zeszłym roku goniłam za pracą, a gdy już dostałam dobrą i dobrze płatną, pojawiły się nowe rzeczy o które musiałam się martwić: target do zrealizowania, zadowolenie przełożonych i przedłużenie umowy zawartej na czas określony. Dopiero przez ostatnie dwa tygodnie urlopu, poczułam się autentycznie szczęśliwa. Odprężona, wyciszona, zalewając się łzami ze śmiechu, robiąc to co lubię i spędzając czas z tymi, których kocham. Więc po co cała ta gonitwa? Czy życie nie mogłoby być proste na co dzień? Niemieckie przysłowie mówi: „kupuj, zbuduj dom, zapłać podatki i umrzyj”. Czy jest zatem możliwe wydostanie się z matni? A jeśli w tych trudnych czasach konsumpcji, nie istnieje inne wyjście niż dołączenie do gromady wesołych gadżeciarzy, pracusiów i karierowiczów? To pozostaje jedynie bycie sobą pośród nich nawet jeśli będzie to oznaczać bycie przysłowiową czarną owcą. Załóż więc starą koszulę, zamiast wina wysącz zbyt głośno gazowaną yerbę, połóż się na plecach i popatrz w gwiazdy. A gdy któraś spadnie, życz wszystkim nieprzemijającego szczęścia.


Zdjęcie: vividlife.me
Film: kilka ujęć z filmu „Into the wild” (reż. Sean Penn)

Terra incognita- kim jesteś?

Ludzie są tak skonstruowanymi istotami, że aby dobrze funkcjonować w świecie stwarzają sobie etykiety. Są dobrzy, źli, spokojni, szaleni. Nazywamy siebie artystami, intelektualistami, mędrcami, analitykami, introwertykami, ekstrawertykami, ekscentrykami, niekiedy socjopatami. Po co nam tyle etykiet?


Milky-Way-Artist-Date

Sens szufladek

Im bardziej siebie określamy, tym bardziej ,mamy poczucie że coś o sobie wiemy. Nie jesteśmy dla siebie nieznanym lądem. Czujemy się bezpiecznie z pakietem nazw określających naszą istotę. Wiemy czego się po sobie spodziewać, wiemy czego się spodziewać po ludziach nam podobnych, lub tych o cechach przeciwnych. Dzięki temu szybciej znajdujemy sobie odpowiednich przyjaciół i unikamy tych, z którymi nasze określone właściwości charakteru weszłyby w nieprzyjemne interakcje.

Im mocniejsza świadomość tego, że jesteśmy tym kim jesteśmy, tym mniej przestrzeni na możliwości stania się tym, co do tej pory było nieznanym. Określenia, etykiety, nazwy, przymiotniki są tym na czym ego rośnie w siłę. Jeżeli pozwolisz sobie być- tak po prostu, bez zbędnych szufladek, zauważysz, że możesz być wszystkim jednocześnie bez żadnych sprzeczności.

Niebezpieczeństwo tego, co nieznane

Brzmi pociągająco, lecz niebezpiecznie. Bo jeśli pozwolisz sobie na bycie wszystkim, to kim będziesz? Jak się nazwiesz? Co będziesz lubił? Co odkryjesz o sobie? Co jeśli okaże się, że lubisz rzeczy, które do tej pory wydawały Ci się mało interesujące? Co jeżeli zaczniesz robić rzeczy niebezpieczne? Skutkiem ubocznym będzie życie. Prawdziwe, oparte na głębokim i wielowymiarowym doświadczeniu- życie.

Czytałam niedawno książkę o wewnętrznych blokadach utrudniających bycie kreatywnym. Książka zawierała ćwiczenia, które były tak skonstruowane, by otworzyć czytelnika na chęci doświadczania i smakowania nowych rzeczy, skutkiem czego jest chwilowe zagubienie. Oto nagle wydostajesz się ze złotej klatki utkanej z przyzwyczajeń, nawyków i tendencji. Jak pisze jednak autorka, Julia Cameron: „Im bardziej masz poczucie, że nie wiesz kim jesteś, tym lepiej. To znak powrotu do zdrowia”.

Możliwości bycia otwartym

Parę miesięcy temu, gdy zetknęłam się z książką „Droga Artysty”, postanowiłam- ok, podejmę wyzwanie, otworzę się i będę obserwować. I tak tydzień po tygodniu na moim biurku oprócz długopisów, zaczęły pojawiać się nowe rzeczy- pastele, akwarele, blok rysunkowy, plastelina, zestaw pędzli. Czy umiem malować? Nie. Ale chciałam tego spróbować. Zetknąć się z intensywnym zapachem akwareli, zobaczyć różnicę między suchymi pastelami a olejnymi, docenić papier celulozowy, pobrudzić ręce i zrobić własnoręcznie pocztówki świąteczne dla rodziny. Nie będę drugim Picasso ale ten podobno nie był zbyt szczęśliwy. Moja pasja odkrywania natomiast zbliża mnie do siebie samej- tej autentycznej bez imion, nazw i etykiet. Jestem wszystkim bo wszystko jest możliwe. Ograniczenia i umiejętności mieszkają w umyśle a umysł potrafi wszystko.

Ćwiczenie na zachętę

Czerpiąc inspirację z lektury książki Julii Cameron, chcę zachęcić was do  wykonania inspirującego ćwiczenia. Weź długopis, kartkę i szybko bez zastanawiania wypisz pięć równoległych żywotów, które mógłbyś wieść, gdybyś nie był tym kim jesteś, lub za kogo się uważasz. Teraz wybierz jeden żywot, który wydaje ci się najbardziej pociągający i wykonaj przynajmniej jedną czynność w tym tygodniu, która z nim się wiąże. Np. Jeżeli napisałeś że chciałbyś być rycerzem, nie pozostaje ci nic innego jak dosiąść konia. Powodzenia! 🙂


Zdjęcie: www.tweetspeakpoetry.com

Bądź swoim mędrcem

4590057-list-milosny-900-602

Trudno jest nam czasem przyjmować rady od bliższych czy dalszych znajomych. Niekiedy jesteśmy zbyt dumni nawet na to, by potraktować poważnie dobre pomysły własnych mentorów. Dlaczego więc samemu sobie nie poradzić?


Jesteś swoim jedynym mistrzem.
Któż inny miałby nim być?
Budda

Jako, że jesteśmy jednostką kompletną, zdolną do posługiwania się w mądry sposób inteligencją umysłową i emocjonalną, mamy prawo i możliwość być swym własnym mędrcem i mistrzem. Jak to zrobić?

Po pierwsze, wsłuchaj się w siebie.
Po drugie, napisz do siebie list.

Tak. Do siebie samego. W książce traktującej o samorozwoju znalazłam motywujące narzędzie służące do rozwinięcia chęci, by spełniać się w chwili obecnej. Narzędzie polega na podróży w czasie. Konkretniej- do przyszłości.

Wyobraź sobie, że jesteś 80-latkiem i zobacz siebie tak szczegółowo, jak tylko potrafisz. Odpowiedz na pytania, najlepiej w formie pisemnej: jaki jesteś? Co robisz w życiu? Co robiłeś do tej pory? Jak przeżyłeś życie zbliżając się do jego kresu? Co robiłeś w wieku lat 40-stu a co w wieku 50 lat? Opisz to ze szczegółami- gdzie mieszkasz, z kim, jak potoczyło się Twoje życie zawodowe i miłosne, czy podróżowałeś, czy spełniałeś swoje marzenia? Wyobraź to sobie dokładnie i poczuj się tym, kogo właśnie sobie wyobrażasz.

A teraz napisz do siebie list jako 80-letnia osoba. Przestrzeż się przed niektórymi rzeczami, udziel sobie najlepszych rad, zobacz swoje błędy które mógłbyś popełnić i daj sobie wskazówki jak pójść właściwą drogą.

Zabawne? Głupie? Zapewniam Cię, że nie, jeśli będziesz wobec siebie szczery. Stwórz siebie takiego jakim chciałbyś być w wieku 80 lat i zobacz drogę, która zaprowadzi Cię do celu. Poradź sobie, które pasje warto rozwijać, co jest ostatecznie ważne i gdzie warto inwestować energię. Nikt nie zna nas lepiej niż my sami- włącznie ze słabościami, zaletami i tysiącem subtelnych właściwości, które składają się na naszą osobę. Szczere porady pomogą Ci wyznaczyć priorytety i cele a także wskażą popełniane błędy i nakierują na właściwy tor. Żeby wiedzieć jak dość co celu, trzeba go znać. Zobaczyć cel, przeżyć go, utożsamić się z nim. Kiedy już to zrobisz, dopiero wtedy zajmij się drogą.


 

Zdjęcie: m.dziennik.pl

Multitasking czyli mit efektywnej wielozadaniowości

????????????????????????????????????????

Świat oszalał! Nie dość że pędzi nie wiadomo po co i nie wiadomo dokąd, to każe nam w dodatku wejść do tej pełnoobrotowej maszyny nie licząc się z naszym samopoczuciem czy chęciami. Dziś nie wystarczy robić dobrze jednej, dwóch a nawet trzech rzeczy. Trzeba umieć wykonywać sto czynności naraz a jednocześnie deklarować „chęć podjęcia nowych wyzwań”.


W porządku, rozumiem że wraz z rozwojem technologi i z nieustającym pędem życia przybywa nam zadań, ale czy faktycznie mamy dźwigać brzemię pędu na własnych barkach kosztem zdrowia psychicznego i mentalnego wyczerpania? Uważam i wiem z własnego doświadczenia, że wykonując dziesięć czynności naraz nie zrobię żadnej do końca, a jeżeli zrobię, to po łebkach i byle jak. Rezultat? Brak efektywności. Brak skuteczności. Stres. Frustracja. 

I choćbym była nie wiadomo jak dobrze zorganizowana i działała wobec określonego planu podzielonego na priorytety, nigdy nie osiągnę 100%-owej skuteczności bo wielozadaniowość jest po prostu jednym wielkim mitem, który każe wymagać robienia rzeczy ponad siły. Jakże powszechne w korporacjach jest przekonanie, że dobry pracownik, to pracownik zarzynający się by firma rosła w siłę.

Okres ostatnich dwóch lat był czasem kiedy często chodziłam na rozmowy rekrutacyjne. Oczywiście odpowiednio przygotowana. Na każdej z nich mówiłam HR-owcom że jestem człowiekiem stworzonym do wielozadaniowości, potrafię ogarnąć mnóstwo rzeczy a poza tym nie lubię nudzić. Czy kłamałam? Oczywiście że tak! Chciałam dostać pracę. I wiecie co? z 10 rozmów o pracę usłyszałam TAK od 7 firm. I bynajmniej nie ze względu na piękne loki czy duże usta. Mówiłam to co chcieli usłyszeć.

social-media-multi-tasking

Nie bez kozery, odpowiadając na potrzeby sfrustrowanych osób, nie potrafiących radzić sobie w teraźniejszości tak wspaniale rozwija się technika uważności zwana Mindfulness. Ona jakby w przeciwieństwie do pędzących Korporasów uświadamia: Stop! Zatrzymaj się. Spójrz. Poczuj. Przeżyj to. Najwięksi nauczyciele Mindfulness przekonują, że multitasking prowadzi do coraz gorszej efektywności w pracy i w życiu bo wyczerpuje na wielu płaszczyznach- stresuje, nie pozwala odpocząć umysłowi a jednocześnie napełnia stałym poczuciem winy, że coś jest wciąż niedokończone. W efekcie nigdy w pełni nie oddajemy się pracy i nigdy w pełni nie wypoczywamy. Mózg w pierwszej jak i w drugiej sytuacji jest nastawiony na zadania i nieprzerwanie myśli. Zamartwianie się to też praca.

Wielu ludzi jest dziś nieszczęśliwych z powodu braku uważności w codziennym życiu, bo bez niej nie widzą piękna w drobnostkach i nie przeżywają świata dokładnie takiego jaki jest. Już dawno przestaliśmy czuć smak zwykłej herbaty i cieszyć się promieniami słońca na wychłodzonej buzi. Myślimy za dużo, planujemy, rozwiązujemy problemy, nawet te które jeszcze nie nadeszły. Traktujemy życie wielozadaniowo przez co tracimy wrażliwość na detale. Widzimy wszystko, lecz nie doświadczamy niczego w pełni. Takie to życie… po łebkach. 

Jak wydostać się z pułapki? Możesz rzucić pracę w korpo. Ale ok. Bez radykalizmów. I bez koktajli Mołotowa proszę. Zacznij od małych rzeczy. Kiedy pracujesz w domu, wyłącz Facebooka i pocztę, Linkedin, Twittera i wszystkie inne rozpraszacze. Wycisz telefon i zamknij drzwi. Skup się tylko na tym co w danej chwili ma dla Ciebie priorytetowe znaczenie. Tak mało a tak wiele. Poświęcając czas i uwagę jedynie tej jednej rzeczy doprowadzisz ją do finału. Jeżeli natomiast zadanie jest długie i skomplikowane podziel je na etapy i załóż w którym momencie etap się skończy, tak byś miał poczucie, że jedna część zadania jest za Tobą, a do kolejnej wrócisz jutro. Tym sposobem wykonasz pracę dobrze i Ty sam będziesz zadowolony.
Zacznij od małych kroków. Pamiętaj, że Twój dom nie musi być korpo.


Zdjęcia:
1.)pinetribe.com
2.)amandakrill.com