Jak być nie-idealnym?

Kiedy ostatnio pozwoliłeś sobie być dokładnie taki jaki jesteś- nie aspirując do bycia ideałem? Perfekcjonizm jest zmorą naszych czasów. Zjada dobre myślenie o sobie i nie pozwala zakończyć projektów, w czasie kiedy warunki pokazują, że czas odpuścić.

0192_9da1


Perfekcjonizm

Bo w gruncie rzeczy perfekcjonizm to niemożność odpuszczenia. Jak napisała w jednej z książek Julia Cameron, to odmowa by pójść dalej. Przez własne pomysły i oczekiwania na temat tego, jak rzeczy mają wyglądać, podejmujemy się mnóstwa projektów lecz ich nie kończymy. Nie wywiązujemy się ze zleceń i obietnic nawet przed samymi sobą, bo nie pozwalamy sobie w pewnym momencie powiedzieć „ok, to jest takie jakie jest”. A przecież to klucz do tego, by zamknąć wciąż uchylone drzwi przez które ucieka nasza energia. Perfekcjoniści poprawiają każdy szczegół, myślą tak długo nad pomysłem, aż ten stanie się doskonały. Są przy tym sfrustrowani i wiecznie wyczerpani. Bo jak tu się nie zmęczyć, gdy wciąż trzeba być pierwszym?

Co by było gdyby…

Gdybyś był dokładnie taki jaki jesteś i robił rzeczy najlepiej jak potrafisz? Uwaga! Robić rzeczy najlepiej, nie oznacza być wciąż na podium. Nie oznacza być idealnym. Nie znaczy, posiadać najgenialniejszych pomysłów. Chodzi o wykonywanie zadań w sposób dostępny- przy obecnych warunkach i zasobach. Wszak nie napiszesz epopei narodowej, gdy przysypiasz i nie będziesz konkurował z wielką firmą, zakładając dwuosobową spółkę mając ograniczone środki. Więc, zapytam inaczej: co by było gdybyś nareszcie mógł cieszyć się tym co robisz, nie wymagając od siebie brawurowych wyników? Co byś dzisiaj zrobił, gdyby to nie musiało być idealne? Weź kartkę, długopis i pisz co przyjdzie Ci do głowy. Ja zapisałam 15 czynności, które chcę spróbować. A na zapisanie dałam sobie minutę. Co by było przy dwóch?

Perfekcjonizm to odmowa, by pójść dalej”.
Julia Cameron

Prawda co do perfekcjonizmu jest taka, że mamy głęboko zakorzenione poczucie niższości, które przyjmuje mniej lub bardziej znany głos w umyśle, „jesteś do niczego”. Przy tak srogiej i destrukcyjnej krytyce, każdy impulsywny wojownik wyciąga broń i tarczę. Szlifuje umiejętności do granic wyczerpania, pracuje ponad siły i zarzyna swój psychiczny dobrostan, aby udowodnić, że jest kimś. Mało tego, że jest kimś. Jest numerem jeden.

Perfekcjonizm jako lęk przed błędami

Kiedy odpuszczasz, to pojawia się naturalne odprężenie. Pomysły same wypływają na powierzchnię. Łatwiej nawiązujesz relacje z ludźmi. Pozwalasz sobie być człowiekiem, dzięki czemu inni widzą w Tobie zwykłą osobę, która jak każda popełnia błędy. Obawa przed błędami wynika z niedojrzałości i niezrozumienia, że zarówno błędy jak i wygrane są częścią życia. Każda nauka i doświadczenie wypływają po części z wcześniej popełnionych pomyłek i poniesionych porażek. Sukcesy nie są domeną ułożonych perfekcjonistów lecz ludzi doświadczonych. A tym właśnie są porażki- doświadczeniem i nieuniknionymi krokami na drodze do każdego celu.
I jeszcze jedno. Jeżeli na chwilę porzucisz pomysł, by to co robisz było doskonałe, takie właśnie będzie. Powstanie spontanicznie i bezwysiłkowo jak wszystko co najlepsze w życiu.


Zdjęcie: ocalsiebie.pl

Bogactwo wyobraźni

Po co nam właściwie wyobraźnia? Czy na co dzień jest pomocna czy rozpraszająca? Jak możemy ją wykorzystać w pracy i podczas codziennych domowych zajęć?

cinematographe_lumiere


Benefity z wyobraźni

Sławny fizyk, Albert Einstein nie zmodyfikowałby newtonowskiej mechaniki klasycznej, gdyby nie wyobraźnia z której czerpał. Sam z resztą zwykł mówić że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Dlaczego? Bo, po pierwsze: nakierowuje na poszukiwanie ciekawych odkryć i rozwiązań, których nie znaleźlibyśmy poruszając się wyłącznie w sferze suchych faktów; po drugie ukazuje potencjał umysłowy ukrywający się pod głęboko zakorzenioną logiką. To co teoretycznie niemożliwe, mieszka w wyobraźni, która dobrze wykorzystana może przynieść radość i urozmaicenie w zwykłym życiu. Dzięki niej mamy w na świecie mnóstwo fantastycznie prosperujących firm- zarówno wielkich korporacji jak i małych spółek; w kinie możemy oglądać zjawiskowe filmy w 3D, a półki uginają się od powieści, które wzięły początek w głowie autora; o powstaniu facebooka już nie wspomnę.

„Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.
Wiedza jest ograniczona;
wyobraźnia okrąża świat”.
A. Einstein

Jeżeli ktoś twierdzi, że jest artystą, naukowcem czy odkrywcą a posługuje się wyłącznie lewą, logiczną półkulą mózgu, to sam zawęża sobie możliwości dotarcia do głębszego źródła. Posiadanie wyobraźni jest umiejętnością kreacji potencjalnego świata i niezwykłych rozwiązań w umyśle, co świadczy o dostrzeganiu tego co lata świetlne przed nami. Czyż Lem nie wyprzedzał swojej epoki? Podobnie jak Leonardo Da Vinci czy bracia Lumiere?

Wyobraźnia jest bliska dzieciom, które w łatwy sposób nawiązują połączenie z własną twórczością. Wykorzystują ją podczas zabawy, rysowania, zapełniają czas tysiącem pomysłów, by się nie nudzić. Czy znacie dzieci, które się nudzą? Pewnie są to pojedyncze (i leniwe) przypadki, którym w nadmiarze pozwala się na otępianie umysłu poprzez gry, telewizję i siedzenie przy komputerze. Zdrowo wychowywane latorośle potrafią zająć się same sobą czerpiąc radość z drobnych rzeczy. A dorośli? Ileż osób dorosłych nudzi się we własnym towarzystwie, kiedy nagle zostają odłączeni od internetu? Pewnie nie raz zdarzyło się wam doświadczyć tego niemiłego stanu, który nazywacie marazmem. Gdy doświadczacie go regularnie, to zdecydowany znak, że czas popracować nad wyobraźnią i zapełnić wewnętrzny świat kolorowymi kredkami.

Jak?

Przede wszystkim dobrze jest nauczyć się spędzać czas we własnym towarzystwie bez rozpraszaczy. Zabierzcie siebie na samotny spacer, kolację, doświadczajcie nowych rzeczy- spróbujcie zrobić coś po raz pierwszy, doświadczyć nowego, nieznanego smaku, porozmawiać z nieznajomym z parkowej ławki obok. Bądźcie wobec siebie szczodrzy. Przypomnijcie sobie do czego was ciągnęło w dzieciństwie i wróćcie do tego. Kupcie akwarele, zróbcie artystyczne zdjęcia, zapiszcie się na kurs szycia, dużo czytajcie i idźcie w kierunku, skąd wieje wiatr. I nie chodzi o to, by stworzyć sobie mały świat, w którym będziecie bezpieczni. Chodzi o wyjście naprzeciw nowemu i o rozwinięcie umiejętności ekscytowania się życiem. Z pozoru zwykłym i prostym, jakiego doświadczają miliony. Dobrze wykształcona wyobraźnia zwiększy zdolność do podejmowania odważnych decyzji a także produktywność i przedsiębiorczość w życiu zawodowym. Tylko ci idą naprzód, co mają wizję potencjału zawartego w brzemiennej przestrzeni.

Wyobraźnia w dorosłym życiu

Zdecydowałam się poruszyć temat wyobraźni z paru prostych powodów. Była dla mnie istotna, gdy byłam dzieckiem jedynakiem i często spędzałam czas w samotności. I zabrzmi to jak abstrakt, ale wówczas nie było internetu, ba! Nawet komputera czy kablówki a żyć trzeba było- jak przystało na dziecko- z uśmiechem na twarzy. I tak też było. Miałam fascynujące dzieciństwo bo potrafiłam stworzyć sobie świat, niczym Alicja w Krainie Czarów, którą co kilka kroków spotykały zaskakujące sytuacje i charakterystyczne jednostki. Nie wyobrażam sobie życia bez czerpania z fantazji i dziś. To ona pozwala się odstresować i wyżyć artystycznie- zapełnić kartkę wydarzeniami z głowy i doświadczać możliwości tam gdzie inni widzą jedynie przeszkadzającą mgłę. Wyobraźnia pozwala zobaczyć dobre strony trudnych porażek, bo ukazuje to co poza zasięgiem wzroku. Szybciej wyciąga z dołków bo pozwala doświadczyć smaku sukcesu, zanim ten jeszcze się pojawił. Krzysztof Kolumb nie odkryłby nieznanych lądów, gdyby nie wiara, że coś istnieje poza granicą ubogiej wówczas mapy świata.

Czy próbowaliście kiedyś bawić się w tworzenie opowieści? Możecie to robić w parze. Niech jedna osoba wymyśli wątek i powie kilka zdań a partner dopowie swoją wersję. Wy ciągnięcie jego zdanie, a on wasze. Po kilkunastu minutach historia robi się zabawna a przy tym zmusza was do coraz większego wykazywania się kreatywnością. Nie uwierzycie ile pomysłów mieszka w pozornie prostej opowieści przy pomocy burzy dwóch mózgów, która na marginesie jest dziś z powodzeniem stosowana również w firmach. Nowocześni pracodawcy dostrzegli w  wyobraźni żyzny grunt pod ciekawe rozwiązania. Na spotkaniach pracowniczych burze mózgów są dziś popularnym środkiem tworzenia nowych projektów, bo odrzucają wszelkie standardy. Im większa abstrakcja tym większa zabawa. Wyobraźnia nie uznaje ograniczeń!


Zdjęcie: blogs.cccb.org

Dziwolągi

Pamiętacie to charakterystyczne poczucie odrębności czy raczej wyalienowania w podstawówce i liceum? Jestem pewna, że niektórzy z Was byli specyficznym freakami i może nawet teraz mimo dobrej pracy i teoretycznie „poukładanego życia”, nadal nimi jesteście w głębi serca. 

Alice_in_wonderland


Inność

Freak. Dziwoląg. Dziwak. Geek. Jest sporo określeń, jakimi można uraczyć kolegów odbiegających od społecznie przyjętych norm. Być może niektórzy z Was często słyszeli te określenia w stosunku do samych siebie. A może sami tak o sobie myślicie? Co oznacza bycie geekiem? Życie we własnym, wyimaginowanym świecie? Lubienie dziwnych rzeczy? Zbyt duży indywidualizm? Życie na przekór schematom? Prawdopodobnie wszystko po trochu.

Od dziecka byłam uważana za „dziwną”, pewnie poprzez swój introwertyzm i skrytość a także nietypowe zainteresowania. Nigdy nie lubiłam-w przeciwieństwie do znajomych z podwórka- grania w koszykówkę czy filmów ze Schwarzenegerem. Lubiłam książki a najlepsze chwile wspominam jako czas spędzany samotnie na długich wędrówkach, podczas których mówiłam do spotykanych zwierząt, wierząc, że mnie rozumieją. Etykietę dziwoląga dopełniał fakt, że byłam najmłodszym czytelnikiem wiejskiej biblioteki- a zapisałam się ukończywszy wiek… 3 lat.

Poczucie odrębności towarzyszy człowiekowi przez całe życie, nawet jeśli żyje w sposób pozornie identyczny jak jego przyjaciele, znajomi czy przypadkiem spotykani obok ludzie. Dopiero poznanie kogoś, kto nie ukrywa własnej inności, uświadamia jak bardzo jest nam bliskie co osoba reprezentuje. Podobne przyciąga podobne.

Sens życia a praca

O tym, że ta inność w dalszym ciągu jest we mnie przekonał mnie jeden moment w pracy, podczas spotkania zespołowego. Nasza przełożona odchodziła właśnie na urlop macierzyński, biadoląc przy tym, że nie wie co pocznie sama w domu, czym się zajmie, narzekając że pewnie umrze z nudów. Powtarzała przy tym, że nie wie jak to jest możliwe, że niektóre kobiety biorą rok urlopu wychowawczego. Na co, niemal wszyscy ( nasza grupa liczy około 16 osób) przytaknęli, mówiąc, że nie wyobrażają sobie życia bez pracy, że praca nadaje sens, że dzięki niej są bardziej kreatywni i robią w życiu konstruktywne rzeczy. A uwierzcie mi na słowo, nasza praca nie jest najwyższych lotów i świata dzięki niej nie zmieniamy. Odmiennego zdania byłam tylko ja i moja najlepsza koleżanka (podobne przyciąga podobne). Jako jedyne miałyśmy odwagę przyznać, że praca jest tylko po to by mieć pieniądze i że nigdy nie zdarza się nam nudzić, gdy nie pracujemy. Czy coś z nami jest nie tak?

Geek a dojrzałość

Będąc dzieckiem, frustrowałam się, że nie jestem taka jak inne dzieci. Zawsze miałam mało znajomych a najbliższymi przyjaciółmi były zwierzęta. Często miałam poczucie, że przez to omija mnie wiele ważnych chwil w byciu podrostkiem. Nie piłam taniego wina mając 13 lat, nie uciekałam ze szkoły, nie chadzałam z chłopakami za rękę. Czy coś traciłam?

Z dzisiejszej perspektywy widzę, że bycie innym smuci zwłaszcza w trudnym okresie dojrzewania, ale w późniejszym wieku, jest na plus. Nie jesteśmy jednolitą, szarą masą a osobami, które za cenę poświęcenia niektórych znajomości, braku dużych zarobków czy zdobycia paru nieprzyjemnych etykiet wierzą w swoją prawdę i w swój idealny świat. W to, że wolność jest ważniejsza od największych pieniędzy i że czas jest wartością bezcenną. Jestem freakiem, jestem dziwolągiem i lubię siebie taką. Gdybym mogła się cofnąć w przeszłość, odnalazłabym tą zagubioną dziewczynkę, mówiąc jej: „Nic nie zmieniaj. Jesteś inna i tak jest ok”.


Zdjęcie: it.wikipedia.org

Do góry nogami

Szczęście. Najbardziej deficytowy produkt na świecie, którego nie można kupić za pieniądze. Dla każdego będzie czymś innym, w zależności od warunków w których żyje, priorytetów i właściwości w umyśle. Ludzie silni psychicznie mają największą szansę stać się szczęśliwymi z jednego prostego powodu: dokonują takiego wyboru. 

happiness-wallpapers_34664_1920x1200


Definicja szczęścia

Chyba nikogo z Was nie muszę przekonywać, że szczęście nie mieszka w pieniądzach, pięknym, nowoczesnym mieszkaniu czy szybkim samochodzie. Nie zaszyło się w drewnianej chacie w wysokich górach ani w błyszczącej satynowej sukience na wyprzedaży. Szczęście to nasz osobisty wybór. Można je odczuwać w „chudych” czasach, podczas duszącego kaszlu i mrozu, który ścina policzki gdy czekamy na opóźniony autobus.

Za poczucie szczęścia mogą odpowiadać geny.Jeżeli mamy dwójkę radosnych rodziców, jest większe prawdopodobieństwo, że my też będziemy mieli podobne właściwości postrzegania szklanki do połowy pełnej. Jeżeli tylko jeden rodzic jest taki, prawdopodobieństwo maleje, choć wciąż jest obecne. Nie ulega jednak wątpliwości, że im bardziej gonimy króliczka, tym bardziej on wymyka się nam z rąk. Na tym polega ludzki dramat- gonimy za czymś co jest już w nas obecne, co może być naszym wyborem i mocnym postanowieniem. Tylko ten wygra, kto będzie pomnażał radość poprzez dzielenie się, a przykrości potraktuje jako cenne lekcje, z których wyniesie odpowiednie wnioski.

Optymiści kontra pesymiści

Pamiętacie dowcip o dwóch braciach, którzy mięli dostać na gwiazdkę kucyka? Jeden z nich był niepoprawnym optymistą, drugi wręcz przeciwnie, bał się wszystkiego i ciągle narzekał. Rodziców stać było tylko na jednego kuca, kupili go więc pesymiście; drugiemu zaś wyłożyli cały pokój w końskim łajnie. Pod wieczór, poszli zobaczyć jak ich dzieci się mają. Gdy weszli do pokoju pesymisty,ujrzeli syna skulonego w kącie, zalewającego się łzami.
-Czemu płaczesz synu? Przecież tak jak prosiłeś, dostałeś kucyka.
-Płaczę, bo kucyk pewnie niedługo umrze. Kucyki nie żyją długo, to straszne– i znów zalał się łzami.
Rodzice zamknęli drzwi i poszli do pokoju drugiego syna. Otworzyli drzwi, skąd buchnął nieprzyjemny fetor i zobaczyli uśmiechniętego syna, odgarniającego łopatą końskie łajno. Zdziwieni zapytali:
-Co robisz synu?
-Szukam konika! Tyle dobrych znaków! Na pewno gdzieś tu jest konik!

I na tym polega szczęście- na byciu niepoprawnym optymistą, na wyciąganiu wniosków z trudnych lekcji i nieprzerwanym truchcie we własnym kierunku mimo nieprzyjemnych wiatrów, które przecież uczą nas większej wytrwałości niż flauta.

Własna droga

Żeby było śmieszniej, rzeczy i zjawiska za którymi gonimy często odciągają nas od sedna szczęścia. Wręcz stają się naszymi katami i oprawcami poczucia radości. Szukamy pracy,a gdy ją znajdujemy, żyjemy w stresie, duże pieniądze napełniają nas gorączką pożądania, a podczas wymarzonej wycieczki śmiertelnie się nudzimy, marudząc że nie tak miało być. Ja w zeszłym roku goniłam za pracą, a gdy już dostałam dobrą i dobrze płatną, pojawiły się nowe rzeczy o które musiałam się martwić: target do zrealizowania, zadowolenie przełożonych i przedłużenie umowy zawartej na czas określony. Dopiero przez ostatnie dwa tygodnie urlopu, poczułam się autentycznie szczęśliwa. Odprężona, wyciszona, zalewając się łzami ze śmiechu, robiąc to co lubię i spędzając czas z tymi, których kocham. Więc po co cała ta gonitwa? Czy życie nie mogłoby być proste na co dzień? Niemieckie przysłowie mówi: „kupuj, zbuduj dom, zapłać podatki i umrzyj”. Czy jest zatem możliwe wydostanie się z matni? A jeśli w tych trudnych czasach konsumpcji, nie istnieje inne wyjście niż dołączenie do gromady wesołych gadżeciarzy, pracusiów i karierowiczów? To pozostaje jedynie bycie sobą pośród nich nawet jeśli będzie to oznaczać bycie przysłowiową czarną owcą. Załóż więc starą koszulę, zamiast wina wysącz zbyt głośno gazowaną yerbę, połóż się na plecach i popatrz w gwiazdy. A gdy któraś spadnie, życz wszystkim nieprzemijającego szczęścia.


Zdjęcie: vividlife.me
Film: kilka ujęć z filmu „Into the wild” (reż. Sean Penn)

Wolne od codzienności

Dlaczego czasem warto wszystko zostawić? Bo wówczas nie będziemy mięli niczego do stracenia. Zrób sobie odosobnienie, wakacje, wolne od życia. Czasem warto spakować jedynie ręcznik, portfel i wyruszyć na spotkanie samego siebie.


470862_original

Od życia nie uciekniemy i nie o to chodzi by gdziekolwiek uciekać, ale by wyruszyć na spotkanie własnego umysłu. Niczym Santiago z Alchemika, czasem musimy wybrać się w podróż dookoła świata by znaleźć skarb, na którym dopiero spaliśmy. Niekiedy trzeba zostawić cały emocjonalny bagaż w domu i wyjść poza strefę komfortu- zobaczyć własne ograniczenia, zrozumieć błędy, poznać znaczenie  rzeczywistości. Znaczenie, które wydaje się być zbyt odległe i nieuchwytne kiedy jesteśmy pochłonięci rytmem dnia. Pobudka, śniadanie, praca, kolacja, seks, film, sen. I tu nasuwa się pytanie: po co właściwie żyjemy?

Nie wiem czy ktokolwiek zdołał już odpowiedzieć na to pytanie, co nie ulega wątpliwości- żyjemy. A skoro już dostaliśmy w prezencie ten cenny dar, lub może zasłużyliśmy sobie na niego, to najważniejszą kwestią będzie -nie zachowanie go jak najdłużej, ale uczynienie jak najpełniejszym. Mój mistrz mawia, że w życiu chodzi po prostu o to by być dobrym człowiekiem. Zgadzam się i staram wpleść motto w życie, lecz, gdy jesteśmy przytłoczeni zadaniami dnia i upływającym czasem, częściej odczuwamy gniew, awersję i niechęć do całego świata. Trudno wtedy być dobrym w jakimkolwiek sensie.W tych momentach wiem, że trzeba natychmiast wcisnąć pedał gazu i pomyśleć: Czas na wakacje!

Przyszło mi zrobić sobie wolne od życia w Sylwestra. Wyjechałam na kilka dni na wieś, pomedytować i by odciąć się od tego co znane i pewne, by przeciąć nawyki zaglądania na facebooka, kompulsywnego oglądania filmów, czy czytania byle czego. Po zatrzaśnięciu drzwi w dużym domu i wyłączeniu komórki, musiałam zmierzyć się ze sobą. A to chyba jedno z trudniejszych zadań do wykonania, bo możliwych jest kilka scenariuszy: 1. można oszaleć od natłoku myśli; 2.można dostać depresji od natłoku myśli; lub 3.ogarnąć się i zacząć robić coś konstruktywnego. Wybrałam opcję trzecią, choć nie ukrywam, że dwie poprzednie były blisko.

„Życie kurczy się i rozszerza
proporcjonalnie do naszej uwagi”
Anais Nin

Przez tych kilka dni, odcinając się od rozpraszaczy, wielkim odkryciem było dla mnie, jak bardzo lgniemy do etykiet. Wciąż doklejamy sobie nowe na i tak już dostatecznie ciężki od neuroz kark. Na odosobnieniu zmuszona byłam odkleić od siebie wszelkie nazwy- etykietę introwertyka czy spokojnej tradycjonalistki. Było jeszcze kilka pomniejszych, których musiałam się pozbyć , przez co  mogłam zobaczyć świat na nowo. Pozbycie się nazw boli, więc róbmy to powoli, pozbywajmy się tego jak starego plastra na ledwo zasklepionej ranie. Warto, bo wiedz, że określając siebie, zakładasz maskę z którą uczysz się żyć a nie na odwrót. Kiedy ją zdejmiesz, zobaczysz że możesz być wszystkim, nawet tym czego się po sobie nie spodziewałeś. Czasem wolimy tego nie widzieć, bo dostrzeżone błędy będą prowokowały do zmiany, naprawy i przemeblowania świata. A nam po prostu się nie chce…

Odosobnienia są trudne, bo nie przywykliśmy do nich. Jednak uważam, ze powinny stać się naszym dobrym nawykiem, stosowanym przynajmniej kilka razy do roku. Wyjedź poza swój mały świat, otwórz się na siebie i innych. Wyłącz telefon i messengera- spotkaj się z ludźmi naprawdę. I samym sobą- tym którego nie znasz i o którym nie wiesz jeszcze wielu rzeczy. Droga do samego siebie to najlepsza podróż w całym życiu. I jeszcze jedno- nie musisz jechać na długo, nie musisz wyjeżdżać daleko. Czasem wystarczy weekend poza miejscem, które znasz. Zabierz siebie na randkę, wypij z sobą słodkie wino i poznaj siebie na nowo.


Zdjęcie: shpilenok.wordpress.com

O dobrych sprzedawcach, zabobonach i o tym czego nie można ubrać na Sylwestra

Będąc dziećmi, zwykle pukamy się w czoło, słuchając anegdot i historyjek osób dojrzałych wiekiem. „Postradał zmysły”, myślimy, słysząc kolejną umoralniającą bajkę z ważną puentą. Dopiero w późniejszym wieku, zaczynamy cenić mądrość doświadczenia wynikającą z życia starszych ludzi. Dostrzegamy logikę i uczymy się znaczenia metafor.


movies-the-witches

Klient-sprzedawca

Jak to się zwykle zdarza kilka razy w miesiącu- w dni wolne od pracy- poszłam na halę targową, odwiedzić starszą, dziarską panią by kupić u niej wełniane skarpety i pończochy. Ma najlepszej jakości wełnę, poza tym jest typem sprzedawcy, co to rozpoznaje stałą klientelę. Zagaduje, uśmiecha się a nawet doradza. Też pracuję w sprzedaży, więc cenię ten rodzaj relacji klient-sprzedawca.

-Szanowna panienka czego sobie dziś życzy?- pyta rumiana staruszka.
-Poproszę  skarpety z owczej wełny i czarne pończochy.- odpowiadam.
-A rozmiar tych pończoch to jaki?
-Trójka.
-Takie grubsze, matowe?
-Wie pani co, raczej cienkie bo to na Sylwestra.
-Och nie kochanieńka!
-???
-Czarnych na Sylwestra nie można!
-Nie można?– pytam zdumiona.
-A no nie można. Tak ludzie gadają. I moja babka tak mówiła i mama.
-Że czarnych pończoch w Sylwestra nie można?
-Że nic kochanieńka, zupełnie nic czarnego w Sylwestra! Nawet majteczki i biustonosz kolorowe lub białe. Że to złowróżebne tak na czarno…-mówiła ściszonym głosem.
-Ale ja mam kolorową sukienkę w duże kwiaty, więc myślę, że pończochy mogą być czar…
-Nic czarnego!- skwitowała.

Lepiej chuchać na zimne… z przymrużeniem oka

Tak oto z hali targowej wyszłam z pakietem beżowych pończoch (choć czarne też były na stanie, a jakże). Zdaję sobie sprawę, że wiara iż czarne w Sylwestra przynosi pecha jest zabobonem. Z drugiej jednak strony, może z czegoś wynika? Gdyby prześledzić statystyki z ostatnich stu lat i zobaczyć jak wyglądał nadchodzący nowy rok u osób bawiących na Sylwestrze w czarnych sukniach a tych na kolorowo, może faktycznie dałoby się zauważyć, że to o czym rozmawiają kobiety ściszonym głosem ma w sobie ziarno prawdy? Więc po co kusić los? Niemniej jednak, starsza kobieta zobaczyła, że liczę się z jej zdaniem. W dzisiejszych czasach młodzi ludzie, rzadko zgadzają się ze starszyzną, stąd powiększająca się przepaść międzypokoleniowa. A tak wszyscy są szczęśliwi- staruszka jest pewna, że ostrzegła mnie przed nieszczęściem, ja zacieśniłam kolejną relację, no i mam ładne pończochy. Beż też jest w modzie.

Jednego kobiecie nie można odmówić. Umiejętności negocjacyjnych 🙂
Dobrej zabawy i wkroczenia w Nowy Rok z głową pełną pomysłów, wiarą w siebie i dobre intencje ludzi. Do zobaczenia w 2015! 🙂


Zdjęcie: news.distractify.com

Terra incognita- kim jesteś?

Ludzie są tak skonstruowanymi istotami, że aby dobrze funkcjonować w świecie stwarzają sobie etykiety. Są dobrzy, źli, spokojni, szaleni. Nazywamy siebie artystami, intelektualistami, mędrcami, analitykami, introwertykami, ekstrawertykami, ekscentrykami, niekiedy socjopatami. Po co nam tyle etykiet?


Milky-Way-Artist-Date

Sens szufladek

Im bardziej siebie określamy, tym bardziej ,mamy poczucie że coś o sobie wiemy. Nie jesteśmy dla siebie nieznanym lądem. Czujemy się bezpiecznie z pakietem nazw określających naszą istotę. Wiemy czego się po sobie spodziewać, wiemy czego się spodziewać po ludziach nam podobnych, lub tych o cechach przeciwnych. Dzięki temu szybciej znajdujemy sobie odpowiednich przyjaciół i unikamy tych, z którymi nasze określone właściwości charakteru weszłyby w nieprzyjemne interakcje.

Im mocniejsza świadomość tego, że jesteśmy tym kim jesteśmy, tym mniej przestrzeni na możliwości stania się tym, co do tej pory było nieznanym. Określenia, etykiety, nazwy, przymiotniki są tym na czym ego rośnie w siłę. Jeżeli pozwolisz sobie być- tak po prostu, bez zbędnych szufladek, zauważysz, że możesz być wszystkim jednocześnie bez żadnych sprzeczności.

Niebezpieczeństwo tego, co nieznane

Brzmi pociągająco, lecz niebezpiecznie. Bo jeśli pozwolisz sobie na bycie wszystkim, to kim będziesz? Jak się nazwiesz? Co będziesz lubił? Co odkryjesz o sobie? Co jeśli okaże się, że lubisz rzeczy, które do tej pory wydawały Ci się mało interesujące? Co jeżeli zaczniesz robić rzeczy niebezpieczne? Skutkiem ubocznym będzie życie. Prawdziwe, oparte na głębokim i wielowymiarowym doświadczeniu- życie.

Czytałam niedawno książkę o wewnętrznych blokadach utrudniających bycie kreatywnym. Książka zawierała ćwiczenia, które były tak skonstruowane, by otworzyć czytelnika na chęci doświadczania i smakowania nowych rzeczy, skutkiem czego jest chwilowe zagubienie. Oto nagle wydostajesz się ze złotej klatki utkanej z przyzwyczajeń, nawyków i tendencji. Jak pisze jednak autorka, Julia Cameron: „Im bardziej masz poczucie, że nie wiesz kim jesteś, tym lepiej. To znak powrotu do zdrowia”.

Możliwości bycia otwartym

Parę miesięcy temu, gdy zetknęłam się z książką „Droga Artysty”, postanowiłam- ok, podejmę wyzwanie, otworzę się i będę obserwować. I tak tydzień po tygodniu na moim biurku oprócz długopisów, zaczęły pojawiać się nowe rzeczy- pastele, akwarele, blok rysunkowy, plastelina, zestaw pędzli. Czy umiem malować? Nie. Ale chciałam tego spróbować. Zetknąć się z intensywnym zapachem akwareli, zobaczyć różnicę między suchymi pastelami a olejnymi, docenić papier celulozowy, pobrudzić ręce i zrobić własnoręcznie pocztówki świąteczne dla rodziny. Nie będę drugim Picasso ale ten podobno nie był zbyt szczęśliwy. Moja pasja odkrywania natomiast zbliża mnie do siebie samej- tej autentycznej bez imion, nazw i etykiet. Jestem wszystkim bo wszystko jest możliwe. Ograniczenia i umiejętności mieszkają w umyśle a umysł potrafi wszystko.

Ćwiczenie na zachętę

Czerpiąc inspirację z lektury książki Julii Cameron, chcę zachęcić was do  wykonania inspirującego ćwiczenia. Weź długopis, kartkę i szybko bez zastanawiania wypisz pięć równoległych żywotów, które mógłbyś wieść, gdybyś nie był tym kim jesteś, lub za kogo się uważasz. Teraz wybierz jeden żywot, który wydaje ci się najbardziej pociągający i wykonaj przynajmniej jedną czynność w tym tygodniu, która z nim się wiąże. Np. Jeżeli napisałeś że chciałbyś być rycerzem, nie pozostaje ci nic innego jak dosiąść konia. Powodzenia! 🙂


Zdjęcie: www.tweetspeakpoetry.com

Znaczenie bliskości

Nadchodzą święta. Pomijając znaczenie komercyjne i marketingowe, jest to czas, który spędzamy z najbliższymi. Niektórzy z poczucia powinności, inni z miłości i posiadania głębokiej świadomości upływającego czasu.


familyy

Nie jestem katoliczką, ale zacytuję księdza Twardowskiego, „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Święta obchodzę w sposób kulturowy- by tradycji stała się zadość. By móc spędzić więcej czasu z rodziną, móc ofiarować im kilka drobiazgów i to co najcenniejsze- własną uwagę i bliskość.

Bliskość a milczenie

Relacje z innymi są dla mnie tak samo ważne, co trudne. Dla osób introwertycznych, z natury zamkniętych i małomównych nawiązywanie czy utrzymywanie istniejących już relacji jest trudne. Niestety, aby związki międzyludzkie mogły się utrzymywać, ludzie potrzebują słów. Czasami ich nadmiaru, co przeradza się w czczą paplaninę bez wartości. Kilkoma zdaniami w stylu „co słychać?”, podtrzymują jako takie więzi. Sądzę jednak, że prawdziwa przyjaźń i bliskość rodzą się poza słowami. Gdzieś między jednym a drugim dotykiem, między wierszami, w dobrej myśli i życzeniach wszystkiego co najpiękniejsze drugiej osobie.

Kilka dni temu, spotkałam przypadkiem znajomego, którego nie widziałam około miesiąca. W ciągu minuty zostałam zasypana pytaniami, „co słychać?; jak życie?; co w pracy?; jak finanse?; kariera?”. Z racji mej powściągliwości w używaniu słów, kolega poświęcił mi nie więcej niż dwie minuty uwagi, nie dając mi szansy na rozwinięcie myśli, a sama obecność mu nie wystarczyła. Milczenie krępuje. Milczenie zbliża tylko podobnych sobie lub bliskich przyjaciół. Umiejętność milczenia ze sobą świadczy o dojrzałej relacji dwójki osób.

Dajcie sobie czas

Dlatego doceniam okres świąt. Mogę wówczas być z tymi, którzy akceptują mnie taką jaka jestem, czasami mniej lub bardziej, lecz w ogólnym rozrachunku po prostu cieszą się,że jestem. Ze wzajemnością. Po prostu dajemy sobie bezcenny prezent- czas. Wiele osób narzeka na rodziny, mówiąc że wychodzi się z nią najlepiej na zdjęciu. Ja mam wspaniałą rodzinę, co nie zmienia też faktu, że nauczyłam się doceniać jej znaczenie wraz z wiekiem. Relacje z bliskimi uległy diametralnej zmianie w momencie wyprowadzki z rodzinnego domu. Oto nagle, niektóre zachowania i decyzje bliskich stały się zrozumiałe- wynikały z miłości i głębokiej troski, a mój bunt z nieumiejętności dostrzeżenia tego faktu.

„Miłość jest pierwszym z powodów, dla których wszechświat istnieje.
Po co martwić się o pozostałe?”
Krzysztof Pieczyński

Myślę, że gdybyśmy byli prawdziwie świadomi nietrwałości i upływającego czasu nie tracilibyśmy go na niepotrzebne kłótnie, sprzeczki czy trudne rozmowy. Cieszylibyśmy się swoją obecnością, dając z siebie, co mamy. Patrzylibyśmy sobie w oczy, oglądali wspólnie telewizję, czy jedli kolację w milczeniu i ciepłej, wzajemnej obecności. Bez oczekiwań, bez obaw, akceptując wzajemnie cały pakiet nawyków i przywar, życząc w duchu wszelkiego szczęścia tym paru osobom przy dużym stole. Czyż nie na tym polega miłość?


Zdjęcie: antontang.deviantart.com
Cytat:Krzysztof Pieczyński w „Sto snów jednej nocy”

Ile naprawdę masz lat?

Jestem pewna, że zdarzają się Wam chwile, kiedy zapytani o wiek, myślicie w duchu „ja tyle nie mam”. I dodajecie sobie kilka cyferek, lub odejmujecie w metryce, myśląc że to przecież Wasz faktyczny wiek mentalny.


good

Czym się różni wiek mentalny od wieku biologicznego? Tym, przede wszystkim, że nie jest procesem liniowym. Możesz zdrowo się odżywiać, biegać i spać głęboko, ale pewnych rzeczy nie unikniesz- Twoje komórki ulegają starzeniu, co przyniesie ostateczne i nieodwołalne rezultaty w przyszłości, takie jak starość ciała i mózgu.

Wiek mentalny natomiast jest sumą nawyków i otwartości, wprost proporcjonalną do bycia spontanicznym i umiejętnością radzenia sobie z problemami. Jest bliski inteligencji emocjonalnej, która świadczy o zdolności do adaptacji w nowych sytuacjach życiowych i chęci poznawania tego, co nowe.

EQ A WIEK MENTALNY

Odkąd pamiętam, znajomi i przyjaciele dawali mi mniej lat niż mam. Mam dobre geny. Jednak mentalnie, zawsze czułam się trzydziestolatką. Nawet gdy miałam dziewiętnaście lat. Z ciekawości i w poszukiwaniu najbardziej odpowiedniego testu, do którego mogłabym zamieścić link na blogu, zrobiłam wczoraj ich kilka -sprawdzających wiek. O ile biologicznie, jestem w dobrej formie, to mentalnie jestem 40-latką. I od razu sprostuję domysły- mimo paru podobieństw, to nie test IQ czy EQ- wyższy wynik prowokuje raczej do zadania sobie pytania: czy jestem spontaniczna? Czy mam świeże podejście do życia, a może ugrzęzłam w sile starych nawyków? W końcu faktyczna metryka pokazuje liczbę 29 a nie 40…
Niektóre pytania w teście są banalne, inne cechuje sprawdzenie otwartości czytelnika na nowości i zmiany, które są przecież nieustannym procesem życiowym.

testy:
 http://www.arealme.com/mental/pl/
http://www.flirtic.pl/quiz/19

WIEK A DYSTANS

Będąc niedawno w odwiedzinach u znajomych, złożyło się, że na dniach jeden z nich miał obchodzić 50 urodziny, a jeszcze inny 40-tkę. Jako najmłodsza z towarzystwa przyznałam się do obchodzenia skromnej 30-tki w nadchodzących 2015 roku.

-Dobry wiek, ta trzydziestka- powiedział najstarszy kolega- Masz już jakieś doświadczenie życiowe a i całe życie przed sobą. Tyle możliwości!
-Czterdziestka też jest przyjemna- rzekł drugi- Czuję się w sile wieku!
-A jak Ty się masz staruszku?- zapytaliśmy 50-letniego kolegę.
-Dobrze. Czuję, że mogę jeszcze tyle zrobić, choć widzę, że pewnych rzeczy nie uczę się tak łatwo jak kiedyś. To fajny wiek…o ile jutro nie umrę. Chyba powinienem zacząć uprawiać sport. I nie pić tyle- rzekł biorąc potężny haust czerwonego wina.

.

Na każdym etapie życia mamy inne zadania do wykonania ale jednocześnie te same powinności wobec siebie- uczynić życie dynamicznym rozwojem a siebie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Im robię się starsza, tym bardziej utwierdzam się, że nie należy się w niczym utwierdzać raz na zawsze. Otwarty i elastyczny umysł, jest gwarancją odnalezienia własnej ścieżki, nawet w gąszczu trudnych i skomplikowanych sytuacji. Ważne jest by polegać na sobie. Przewodnia myśl trzydziestolatki to kochaj siebie i daj sobie szczęście, nie oczekując niczego od innych. Smutne? Wręcz przeciwnie, bo czyni nas odpowiedzialnymi za własny los. A branie odpowiedzialności to jak zakup skrzynki złotych narzędzi.

Zdjęcie:
www.pbs.org

Strata

Three_Wise_Monkeys,Tosho-gu_Shrine

Jak funkcjonować w życiu, kiedy właśnie doświadczyliśmy straty, lub namacalnie poczuliśmy gorzki smak nietrwałości? Nietrwałości, która boli, i nie ma nic wspólnego z radosną i pełną ekscytacji zmianą?


Jak mogliście zauważyć, nie pisałam przez jakiś czas. Ktoś w związku z tym, zapytał dlaczego. Odpowiedziałam, że teraz nie dam rady się nim zajmować. Jestem w stanie pisać tylko o stracie i przemijalności. A to nie są łatwe tematy. Wymagają nagości i prawdy. Każdy inny podjęty przeze mnie temat byłby nieautentyczny i niespójny z tym czego doświadczam i co czuję. Bo czuję wszechobecną i dotkliwą nietrwałość. Przebijającą nawet poprzez śmiech.

Wydawało się, że jako osoba zaznajomiona z filozofią buddyjską, która kładzie duży nacisk na nietrwałość życia i rzeczy, nie będę miała problemów z uczuciem straty. Że jeśli kiedyś dotknie mnie w mniej lub bardziej pośredni sposób, potraktuję ją słowem trudno, po czym przejdę do porządku życia. Będę wstawać rano po bułki, nadal będę czytać Tolkiena i chodzić w środy do Multikina. Ale życie weryfikuje koncepcje na temat tego jak ma być i jak być powinno. Koncepcje nigdy nie zastąpią rzeczywistych emocji, wobec których stajemy niekiedy bezbronni jak małe, raczkujące dzieci.

Śmierć.
Co wiesz o śmierci? I czym dla Ciebie jest?
Tajemnicą?
Tabu?
Efektem ubocznym życia?
Normalnością?
Tragedią?

Dla mnie jest wszystkim po trochu. A dla świata na ogół jest tabu. Jednym, wielkim tabu, tematem zakazanym, brzydkim, pobocznym i zbędnym o którym nie powinno się mówić w erze dominacji radości. Nie cieszysz się, przegrywasz. Nie jesteś szczęśliwy, przegrywasz. Nie uśmiechasz się, przegrywasz. Wobec śmierci, nikt się nie uśmiecha. A gdy przechodzi obok nas, zakrywamy oczy, uszy i usta niby trzy sławne małpki, symbolizujące totalną ignorancję na to, jakimi rzeczy są.

Kilka miesięcy temu obejrzałam „Wielkie piękno”, włoski film w reżyserii Paolo Sorrentino. Film, zdecydowanie nie dla każdego, ale dla cierpliwych kinomanów, którzy oczekują głębszego przesłania za kurtyną czczej paplaniny postaci. Obraz, w bardzo zawoalowany sposób pokazuje starość i śmierć. Między wszystkimi wymuszonymi i szczerymi uśmiechami, między sztuką a codziennością, bogactwem i nędzą, bohaterowie spotykają śmierć. Niewygodną, nagłą, takiej jakiej spodziewać się nie mogli- wytrącającą ich z dekadencji życia, kierując uwagę na istotę chwili. Przynajmniej w tym jednym, trudnym momencie.

muz6328055

I chyba temu służy śmierć ( o ile chcieć doszukiwać się w niej głębszego sensu a nie zwykłego zakończenia kilku oddechów). Uważności. Temu, by w kryzysowym momencie, zatrzymać się. Doświadczyć, przeżyć, oddychać raz naprawdę pełną piersią. Poczuć. Strata to najlepszy moment na to, by zatrzymać się i popatrzeć dokąd idziesz. Czemu służy Twoje życie i co z nim zrobisz, póki jeszcze je masz?


Zdjęcia:
1.) Trzy Mądre Małpy : pl.wikipedia.org
2.) Kadr z filmu „Wielkie Piękno” : digitalshakespeares.wordpress.com